A long time ago in a land far away there was a place where dragons decided to stay.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ponure Cmentarzysko

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Ponure Cmentarzysko   Sro Gru 30, 2015 3:39 pm

Przesycony nutką ponurości krajobraz sam w sobie nie robi wrażenia, tak jak i cała reszta równiny. Wszystko jednak zmienia się diametralnie, kiedy zobaczysz pierwszy szkielet, potem kolejny i kolejny... Fragmenty łusek, szponów czy też szpikulców, czaszkę... Niektóre szkielety wyglądają, jakby ich właściciele po prostu położyli się i zasnęli tutaj, zapominając o tym, że w pewnym momencie trzeba się obudzić, inne zaś są porozrzucane i pokawałkowane zupełnie, jakby spotkała je jakaś masakra. To jednak nie fakt, że to kości robi wrażenie. Ważne, do kogo one należały.
Cmentarzysko jest przepełnione kośćmi smoków.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 7:31 pm

Gdy tak szybował nad ziemią, jego uwagę przykuły tereny wyróżniające się znacznie na tle pozostałych. Wszelka roślinność zdawała się być wypalona tu całkowicie, ustępując miejsca ciemnej ziemi pomieszanej z popiołem. Jakiś czas leciał nad tym ponurym pustkowiem, aż wreszcie jego uwagę przykuł jakiś jasny kształt. Zmarszczywszy czoło wykonał zgrabny zwrot i poleciał w tamtą stronę, gnany ciekawością. Tym większe poczuł zdziwienie, tym razem pomieszane z niejakim niepokojem, gdy odkrył, że to sterczące z ziemi, częściowo przysypane żebra. Ogromne. Niewątpliwie należące do jego własnego gatunku.
Wylądował, rozglądając się dookoła nieco niepewnie. Wokół ani żywej duszy, nie licząc krążących na niebie sępów. Na domiar złego po chwili dostrzegł więcej smoczych szkieletów, jedne w całkiem dobrym stanie, inne niesamowicie pogruchotane. Poczuł, jak dreszcz przechodzi mu po grzbiecie. Zdecydowanie miejsce to nie należało do przyjemnych, zwłaszcza jeśli jest się sam jak palec.
Chwilę mu zajęło, zanim zdecydował się wreszcie ruszyć z miejsca i nieco się rozejrzeć. Starał się zająć czymś umysł, chcąc odgonić natrętne uczucie niepokoju i dziwne wrażenie, jakby przez cały czas był obserwowany. Tylko przez kogo? Sępy? Bynajmniej nie poprawiało mu to nastroju.
Starał się to uczucie ignorować, skupiając się na sprawach bardziej przyziemnych. Czy te wszystkie smoki zginęły na skutek wojny lub jakiejś katastrofy, czy też po prostu odnalazł cmentarz, na który zaciągają tutaj wszelkie zwłoki z całej krainy? Rozejrzawszy się jeszcze raz powoli skierował się w stronę sterczących z piachu kości, by dokładniej je obejrzeć, przechylając nieco głowę na bok. Wyglądały na dość stare jak na jego gust...
Tak oddał się temu zajęciu, że na chwilę zapomniał o skrzeczących sępach i przestał zwracać uwagę na otoczenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 7:55 pm

Leciałam wyjątkowo szybkim tempem, olewając całkowicie to, że krajobraz z dżungli charakterystycznych dla mojego ardu, zmienił się w szare, jakby wypalone pustkowie. Oczywistym było, że wleciałam na ziemie niczyje, nic mnie to jednak nie obchodziło. Miałam silną potrzebę, normalną chyba dla każdego stworzenia mojego gatunku. Była to potrzeba rywalizacji. Już od dawna nie stoczyłam żadnego wyścigu, o pojedynku nie mówiąc. Co prawda, spotkanie kogoś w tym ponurym miejscu, graniczyłoby z cudem, ale samo to, że w ogóle stałam się smokiem, nim było, więc czemu nie? Przechyliłam się nieco na jedna stronę, aby w ładnym stylu obniżyć lot, dzięki czemu mogłabym łatwiej kogoś wypatrzyć. Po pewnym czasie tego samotnego lotu, zauważyłam w dole mignięcie złota. To z pewnością smok. Co innego mogłoby tak błyszczeć, zwłaszcza na takim pustkowiu? Postanowiłam zrobić na moim przyszłym rozmówcy dobre wrażenie, w końcu po to tu przyleciałam, żeby się popisać. Jeszcze przyśpieszyłam, mimo przeciwnego wiatru. Złożyłam skrzydła, nurkując w dół, i wyciągnęłam do przodu tylne nogi, przygotowując się do lądowania. W głowie już przygotowałam formułkę przedstawienia się, w końcu musiałam dobrze wypaść. Smoki nie walczą z byle jakimi przeciwnikami. W porządku. Jestem gotowa. Z naprawdę dużą siłą wylądowałam, wgniatając przy okazji w ziemię jakieś kości. Tym razem, naprawdę się postarałam, najpierw na ziemi stanęły moje tylne nogi, potem ogon, a na końcu moje przednie odnóża, zaopatrzone w skrzydła. Zgięłam szyję, zgrabnie pokazując swoją wielkość, co prawda niezbyt imponującą, ale od czego ma się szpikulce na grzbiecie? Dopiero teraz spojrzałam na smoka, przed którym się pojawiłam. Był to samiec, trochę starszy ode mnie, większy o jakieś półtora metra. Jak było widoczne z powietrza, miał złote łuski, z pewnością byłby godnym przeciwnikiem. Po zapachu poznałam, że jest członkiem tego samego ardu co Ner, oraz ta mała udająca głupią istotka. Tymczasowo mnie to nie obchodzi. Witaj, jestem Lyssa z ardu Jawhira. Jak brzmi twoja godność? Brzmiało to trochę staromodnie, jednak z pewnością lepiej niż ,,Hejka, jestem Lyss, a ty?". Starałam się utrzymać pewny siebie ton, całkiem nieźlie mi to wychodziło. W sumie, znalazłam się tu specjalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 8:43 pm

// Odpiszę, ewentualnie Iml później przyleci Smile

Zajęty był skrobaniem pazurem po jednym z żeber, najwyraźniej postanowił sobie dokładnie zbadać te kości. Nie widział niczego złego w tym, że szczątki, które właśnie dotykał kiedyś były smokiem. Zdechł bo zdechł. Teraz mu wszystko jedno, prawda?
Wtem jednak usłyszał najpierw znajomy dźwięk łopotania skrzydeł, a w chwilę później okropny trzask, kiedy to ktoś z impetem wylądował na kupce kości nieopodal. Lekko drgnął, kierując wzrok na nowo przybyłego, jednocześnie besztając się w duchu, że tak dał się zaskoczyć. Jednakowoż, jak to miał już w zwyczaju, tego zaskoczenia zbytnio nie okazał, nie pozwalając sobie ani na cofnięcie się w tył, ani choćby na wykrzywienie warg. Więc, gdyby nie to drobne, niemalże niezauważalne drgnięcie można by nawet i pomyśleć, że owej wizyty się spodziewał.
Obrzucił przybysza tym swoim charakterystycznym, badawczym spojrzeniem, od góry do dołu. Samica, trochę od niego młodsza, nieco mniejsza. Od głowy aż po czubek ogona lśniąca odcieniami zielonego. Pachniała odmiennie niż członkowie jego ardu, więc prawdopodobnie pochodziła z innego stada.
Przez dobrą chwilę obserwował jej ruchy, niby wciąż z tą samą obojętną miną, dokładnie analizując całą sytuację. Albo tylko odnosił takie wrażenie, albo smoczyca naprawdę się starała, by zrobić na nim dobre wrażenie. Poczuł narastającą w nim, nieco złośliwą satysfakcję. Niech postara się bardziej, to może być całkiem zabawne...
Uśmiechnął się w duchu, lecz jego oblicze pozostało kamienne. Nie był pewien, co dokładnie zielona planuje, oprócz tego, że próbowała mu zaimponować. Może rzucała mu w ten sposób wyzwanie? Jeżeli tak, to czy je przyjmie...? To zależy tylko od niej samej. Tak, to zdecydowanie mogło być ciekawsze niż jego dotychczasowe latanie bez celu.
Gdy się przedstawiła, poczekał chwilę z odpowiedzią, zamiast tego powoli, jakby od niechcenia ruszając w jej stronę, by zatrzymać się tuż przed jej nosem. Tam powoli usiadł, składając skrzydła i przekrzywił głowę, mrużąc nieco czerwone ślepia. Wydawał się nieco zaciekawiony, nic więcej.
- Alkair, z ardu Zalam. Miło mi - rzucił wówczas tonem dość uprzejmym, przynajmniej jak na niego. - Cóż cię sprowadza w te niegościnne zakątki?
Starał się dobierać słowa w podobny sposób, jak i ona to czyniła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 9:06 pm

Cofnęłam się nieco, ale nie dlatego, że odległość między nami była zbyt mała, nie czynił mi to większej różnicy, ale po to, żeby zejść z połamanej przeze mnie kupy kości i także usiąść. Odważnie spojrzałam mu w oczy, jakby trochę go wyzywając, w końcu po to tu przyleciałam. Tak samo jak on przechyliłam głowę, była to po prostu wygodna pozycja i zaczęłam uderzać ogonem o ziemię. W tym momencie, obcy mógł poczuć się trochę skołowany, ponieważ w moim zachowaniu nagle zabrakło tej odrobiny napięcia, która towarzyszyła moim wcześniejszym staraniom. po chwili milczenia, zdecydowałam, że najlepiej będzie nie owijać w bawełnę i prosto z mostu wyjaśnić cel mojego przybycia. Mnie również miło jest ciebie poznać. Szczerze mówiąc, sprowadziło mnie tu to, co zazwyczaj sprowadza smoki do takich miejsc. Nuda i chęć rywalizacji, oczywiście. Zachowałam mój poprzedni ton, może stał się on odrobinę szybszy i bardziej naturalny. Nie miałam powodu do stresu, nawet gdyby mnie teraz zaatakował, byłam na to przygotowana. Kolce na grzbiecie miałam cały czas postawione, może nie tak, jak podczas bezpośredniej konfrontacji, albo na wojnie, jednak nadal pozostawały nachylone na tyle, aby nieostrożny atakujący został nabity na prawie metrowe szpikulce. Gdyby złoty spróbował jednak teraz uderzyć, zostałyby błyskawicznie postawione do całkowitego pionu, zaś smok... cóż, zapewne zmieniony w szaszłyk. Uśmiechnęłam się, pokazując rzędy białych, ostrych, piłkowanych na brzegach zębów. Nie, nie było to grożące zademonstrowanie uzębienia, po prostu wyjątkowo szeroki, co prawda trochę drapieżny uśmiech. Czekałam na reakcje złotego, zastanawiając się przy okazji, czy zrozumiał połączenie mojej wypowiedzi i tej postawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 9:47 pm

Nie spuszczał z niej oczu, leciutko poruszając samym koniuszkiem ogona. Z każdą chwilą samica wydawała się nabierać pewności siebie. Poruszała się coraz pewniej, zanikało początkowo towarzyszące jej ruchom napięcie.
Pozwolił sobie na lekki uśmieszek, słysząc jej słowa. A więc to było wyzwanie. Jeszcze raz obrzucił smoczycę uważnym spojrzeniem od dołu do góry, tym razem bardziej krytycznie, oceniając jej możliwości. Może i była mniejsza i prawdopodobnie nie tak silna, lecz nie mógł popełnić takiego błędu i jej nie doceniać. Miała kolce, o które przy chwili nieuwagi mógłby się nieźle poharatać, on natomiast takowych nie posiadał, jego podstawową bronią były nieco dłuższe niż u innych smoków jego rozmiarów zęby i szpony. Oczywiście, mógłby również próbować zahaczyć ją jednym z rogów lub chociażby i zionąć ogniem, lecz kto wie, co ona jeszcze skrywała w zanadrzu.
- Doskonale cię rozumiem - oznajmił spokojnie, pozwalając sobie na poszerzenie uśmiechu, przyjmując wyraz podobny do tego, jaki zdobił jej pysk, choć w jego przypadku zdawał się on nieco złośliwy. Następnie powoli podniósł się do pozycji stojącej i przeszedł obok smoczycy, ze świstem machnąwszy ogonem tuż przed jej nosem.
- Można by rzec, że miejsce jest ku temu odpowiednie - rzucił, zarzuciwszy głową ku górze, gdzie krążyły sępy. To nie była groźba, co to to nie. Powoli rozłożył skrzydła i zaczął krążyć wokół samicy, nie spuszczając z niej wzroku. Nie obawiał się walki, lecz z natury był ostrożny. Nie miał najmniejszego zamiaru atakować teraz, gdy ona się tego doskonale spodziewała. Wolał pokrążyć, poobserwować, licząc na dostrzeżenie jakiś słabych punktów. A nuż w międzyczasie Lyssa się zniecierpliwi i postanowi sama się na niego rzucić? W takich okolicznościach najłatwiej popełnia się błędy, które mógłby wykorzystać przeciwko niej.
Zataczając wokół niej kręgi, raz bliżej, raz dalej, obserwował każdy jej ruch, starając się wyczytać z nich jej zamiary. Nie polegał tylko i wyłącznie na swojej sile, w przeciwieństwie do większości wojowników. Planował, kombinował, wyszukiwał słabe punkty i w nie uderzał, gdy przeciwnik się tego nie spodziewał. Być może wielu nazwałoby jego strategię niehonorową, lecz on niezbyt się tym przejmował. Wiedział, że jest bardziej opłacalna niż bezmyślne rzucenie się na kogoś z pazurami i może oszczędzić wielu przypadkowych obrażeń.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 03, 2016 10:05 pm

Kiedy zaczął krążył wokół mnie, nawet nie drgnęłam. Tylko mój uśmiech lekko się poszerzył. Doskonale rozumiałam jego strategie, musiałam przyznać, że smok nie był głupi. Moją główną bronią przeciw niemu będzie pewnie moja szybkość i zwinność, nie siła. On sam będzie miał ze mną trudny orzech do zgryzienia. Jestem w końcu zbudowana inaczej, niż większość smoków, moje przednie łapy są zrośnięte ze skrzydłami. Daje mi to przewagę w lataniu, oraz inne pozycje bitewne, jak na przykład łapanie się występów skalnych. Ale tutaj mi się to nie przyda. Ziewnęłam cicho. Prowokująco machnęłam mu ogonem przed pyskiem, z takiej odległości mogłabym pozbawić go oka, przez użycie jednego z kolców na jego końcu. Ale to byłoby bardzo niemiłe. Kolce na moim grzbiecie drgnęły prawie niedostrzegalnie, po czym uniosły się, nadal jednak pozostając w pozycji dalekiej do pionu. Jako, że moje skrzydła zakrywały mnie po bokach, samiec nie mógł widzieć, że imponujące pazury u tylnych łap są szeroko rozłożone i gotowe do ataku. Moje słabe strony... Zdecydowanie muszę chronić błonę w skrzydłach. Jej zerwanie może skończyć się nieszczęściem. W mojej głowie już układał się plan walki, jakby sam z siebie, ale jednak. Wsłuchiwałam się w rytm kroków przeciwnika, przyglądając się mu jednocześnie. Duże pazury... Trzeba będzie na nie uważać. Pewnie zęby też ma niczego sobie. Powoli, podniosłam się z siedzenia do stania. Powolnym, ostrożnym krokiem także zaczęłam obchodzić mojego przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 12:25 pm

Nie zareagował na to machnięcie ogonem nijak więcej, niż tylko mrugnięciem. Po chwili odwdzięczył się jej tym samym, zamachnąwszy się swoim własnym przed jej pyskiem dwukrotnie, po czym uderzył nim o jakąś kupkę piasku, rozpryskując jego ziarenka. Wciąż miał nadzieję na sprowokowanie jej, by pierwsza przystąpiła do ataku. Sam nie miał najmniejszego zamiaru, przynajmniej nie teraz, gdy jest na to przygotowana. Wnioskując z jej zachowania myślała tak samo. Choć z drugiej strony, to jej bardziej zależało na tej potyczce niż jemu, więc prędzej czy później albo straci cierpliwość i zaatakuje, albo się wreszcie znudzi. Pewnie będzie próbować wyprowadzić go z równowagi i skłonić do ruszenia z miejsca. Na szczęście doskonale panował nad swymi emocjami, nie dając im dojść do głosu i skłonić do popełnienia błędu.
Zdecydowanie kolce na jej grzbiecie były problematyczne. Nie powinien nawet próbować atakować jej od tej strony, raczej skupić się na brzuchu i szyi. Jego własny grzbiet wydawał się niechroniony przez nic więcej niż drobne, choć twarde niczym skała łuski, więc mógł podejrzewać, że będzie próbować od razu uderzyć w to miejsce, co może wydać się zdecydowanie łatwiejsze niż próbować dostać się do brzucha i ryzykować spotkanie z jego szponami. Co powinien w takiej sytuacji zrobić? Uderzyć w nią rogami, może akurat trafię w łeb bądź szyję...
Ponownie machnął ogonem, tak, że jego koniec niemalże drasnął jej pysk, kłapiąc przy tym wyzywająco szczęką. Śnieżnobiałe zębiska błysnęły.
Jest mniejsza, więc pewnie bardziej zwrotna, no i od razu widać, że jest przystosowana do szybkiego lotu. Jestem cięższy i silniejszy, przy odrobinie szczęścia będzie mi łatwo ją odepchnąć, a długa szyja i kończyny ułatwią dosięgnięcie wrażliwych miejsc. Tylko uważać na kolce.
Spokojnie rozważał wszystkie opcje, wśród których rozważał nawet i takie zagrywki jak wepchnięcie jej na stos kości bądź sypnięciem piachem po oczach. Albo i chociażby spłoszenie tego stada sępów, które, jakby wyczuwając intencje gadów krążyło po niebie coraz liczniej, skrzecząc przy tym okropnie, by ją zdezorientować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 1:55 pm

Z jakiegoś powodu, ja, zwykle łatwo dająca się rozproszyć, niezależnie od tego co robiłam, podczas walki bez problemu zachowywałam czysty umysł i uwagę na przeciwniku. Normalnie, pewnie ruszyłabym przegonić te sępy, by by mnie drażniły. Teraz nie ma to dla mnie sensu. Czy to możliwe, żeby ktoś zmieniał się tylko na chwilę, na jedną określoną sytuacje? Ale nie zastanawiałam się nad tym długo. Już po chwili wróciło maksymalne skupienie, a ja nadal cierpliwie czekałam, krążąc wokół mojego przeciwnika. Poczułam, jak na moim pysku pojawia się ten sam, nieugięty wyraz twarzy, jak ten, który widziałam w mojej wizji. Całe szczęście, przynajmniej nie ten wariacki uśmiech. Nie obchodziło mnie to, że tamten przez cały czas zachowuje kamienną minę. Jestem pewnie dużo szybsza i przynajmniej trochę bardziej zwinna. Uniknięcie jego ataku nie powinno być trudne. Z drugiej strony, jeśli mnie trafi, zapewne rzuci mnie na drugi koniec tego pustkowia. Złoty nie wydawał mi się przeciwnikiem, który przed czymś się cofnie. Sypnie mi piachem po oczach, podetnie kiedy będę iść. Ale ja też mam na podorędziu kilka sztuczek. Nie zważając na nic, dalej krążyłam wokół samca, nie dając żadnych oznak, że jestem gotowa zaatakować. O głowie i szyi powinnam zapomnieć, są zbyt dobrze chronione, nadzieje się na jego rogi. Nie powinnam atakować jego grzbietu, zapewne tylko na to czeka. Ważnym elementem bycia dobrym wojownikiem jest znanie swoich słabości. W takim razie, na pewno dobrze wie, że brak kolców jest jego główną słabością. Ale nie będę tego wykorzystywać, bo po prostu jestem pewna, że właśnie takiego ataku się spodziewa. Przyśpieszyłam i podbiegłam do niego od lewej strony, jakby chcąc od boku wskoczyć na jego grzbiet, jak często robi się to w walkach. Zamiast jednak zwykłego skoku, rozłożyłam skrzydła i zgrabnie przeleciałam nad nim, aby chwilę potem ustawić się przodem do jego prawego boku i błyskawicznie zaatakować tylnymi szponami jego prawy bark. Odskoczyłam jednak prawie natychmiast, nie patrząc na wynik, chcąc uniknąć kontrataku, którym z pewnością by się posłużył. Wylądowałam na ziemi, znowu krążąc wokół mojego przeciwnika.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 3:04 pm

Najwyraźniej i ona nie była głupia. Zamiast tak, jak się tego spodziewał, po prostu skoczyć mu na grzbiet w ostatniej chwili zmieniła zdanie i zaatakowała go z boku. Poczuł ostre ukłucie bólu w okolicy prawego barku, lecz nie pozwolił sobie na wykrzywienie warg czy też syknięcie. Cofnął się nieco, jednocześnie unosząc jedną z przednich łap uzbrojonych w długie, ostre szpony i machnął nim w stronę jej tylnych kończyn, starając się uszkodzić skórę. Nie był pewien, czy trafił, bo szybko odskoczyła, nawet jeżeli, raczej nie było szans by zadał jej jakąś poważniejszą ranę.
Zarzucił wściekle łbem, obserwując przez chwilę jej ruchy, stojąc jednak przez chwilę niemalże nieruchomo. Gdy po raz kolejny znalazła się bliżej, błyskawicznie zniżył skrzydła do połowy i zaszarżował na nią z nisko opuszczonym łbem, jednakże tylko po to, by na jakiś metr przed nią odbić się nogami od piaszczystego podłoża, wzlatując w powietrze. Znów krążył, tym razem jednakże szybując, raz bliżej, raz dalej. Od czasu do czasu, gdy zbliżył się wystarczająco, machał w jej stronę łapą, jednakże bardziej by ją zdezorientować niż licząc na to, że ją zrani. Latał wokół niej jakiś czas, nisko, prawie dotykając brzuchem podłoża, wystarczająco długo, by zaczęła się niecierpliwić. Potem zupełnie znienacka zmienił kierunek lotu, kierując się w przeciwną stronę, niż uprzednio. Wówczas przyspieszył, kierując się w jej stronę i wyciągając łapy, by w końcu zaatakować z impetem jej lewy bok. Uderzył kilkukrotnie przednimi łapami, po czym przekręcił się w powietrzu i odbił tylnymi kończynami od niej, prawdopodobnie nieco ją odpychając. Wylądował w dość znacznej odległości od smoczycy, posyłając jej szyderczy uśmiech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 3:29 pm

A więc wreszcie postanowił zdjąć kamienną maskę. Ja także uśmiechnęłam się, pokazując tym sposobem, że rany nie były poważne, a ja nadal miałam zamiar walczyć. Za pierwszym razem, bez problemu uniknęłam ciosu, za to uderzenia tylko lekko zadrasnęły mi bok. Wyskoczyłam w powietrze, i zaczęłam z wyjątkową prędkością krążyć wokół niego, co jakiś czas atakując go szponami na końcach skrzydeł. Odskoczyłam na bezpieczną odległość, zastanawiając się, jakim sposobem teraz zaatakuje. Ruszyłam w jego kierunku, najpierw biegnąc, potem wyskakując nagle w powietrze i lecąc. Wzniosłam się na odpowiednią wysokość, po czym złożyłam skrzydła i z impetem wylądowałam na jego plecach, drapiąc przednimi i tylnymi szponami. Już po chwili zeskoczyłam, żeby uniknąć na przykład uderzenia głową i zębami. Zapach krwi zaczynał drażnić mi nos, jednak nie przeszkadzało mi to zbytnio, wprost przeciwnie, cieszyłam się, że udało mi się go zranić. Czy ja zaczynam się zachowywać jak w tamtej wizji? Nie obchodzi mnie to. Postanowiłam zaatakować go w trochę inny sposób, używając nie pazurów, a zębów. Skoczyłam w jego kierunku, jakbym chciała powtórzyć manewr początkowy, jednak nie przeskoczyłam nad nim. Błyskawicznie wysunęłam do przodu głowę, gryząc go tuż przy nasadzie szyi. Natychmiast rozluźniłam szczęki i odskoczyłam, żeby nie oberwać tym samym, więc ślady nie były głębokie, miały może po dwa centymetry. Nie zmieniało to faktu, że gdybym po prostu odskoczyła, skończyło by się to wyrwaniem z ciała złotego kawałka mięsa, oraz bolesną śmiercią. Teraz to uśmiechnęłam się szyderczo, pokazując mu zęby ubrudzone jego własną krwią.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 9:32 pm

Był pewien, że żadna z ran, jakie odniósł nie była poważna, choć ugryzienie w szyję było bardziej bolesne niż tamte zadrapania. Zacisnął zęby, by nie syknąć i zaraz zamaskował to krótkim warkotem. Wyraz pyska jednak za bardzo się nie zmienił, starał się ignorować ostre ukłucia bólu przy każdym gwałtowniejszym ruchu szyją. Doprawdy, musiała wybrać akurat tak kłopotliwe miejsce...
Nie było jednak szans, by kilka drobnych ranek powstrzymało go od dalszej walki. Ponownie zaczął okrążać przeciwniczkę, nie spuszczając z niej uważnego spojrzenia lekko zmrużonych czerwonych ślepi. Kilkukrotnie zdzielił ją w bok lub pysk ogonem, choć znowu, były to raczej próby sprowokowania lub zdezorientowania jej niż zadania poważniejszych obrażeń, choć oberwanie pokrytym twardymi łuskami ogonem pewnie do przyjemnych nie należało.
Początkowo maszerował, potem przyspieszył do truchtu, aż wreszcie pędził wokół niej coraz szybciej, ze skrzydłami złożonymi do połowy, wciąż się jej przyglądając. Jest zbyt szybka, powinienem ją spowolnić...
Wreszcie zaszarżował na nią, uderzając w jej bok całym swym ciężarem i odpychając ją jeszcze trochę, na najbliższą kupkę kości, najwyraźniej licząc na to, że chwilowo ją zdezorientuje. Wówczas nie czekając ani chwili na jej reakcję, skoczył do przodu w kierunku jej prawego skrzydła, zaciskając szczęki na ich podstawie a pazurami przednich łap sięgając w kierunku rozpostartej szeroko błony. Potrząsnął kilka razy łbem, lecz niedługo później ją puścił, odbijając się od gruntu i wznosząc w powietrze, więc prawdopodobnie i zadane przezeń obrażenia nie należały do zbyt poważnych.
Pokrążył chwilę nad nią, aż wreszcie wylądował gdzieś kawałek od niej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 9:55 pm

Co prawda, odrobina zniszczonej błony w skrzydle bolała przy każdym ruchu, jednak to przecież nie dzięki niej biegałam i zręcznie uskakiwałam. Kłopoty mogło sprawiać ugryzienie, ale w końcu na tym polegało bycie wojownikiem, dodatkowo, smok na szczęście nie uszkodził ścięgien. Zaśmiałam się cicho, starając się go sprowokować. Moje spojrzenie mówiło: ,,Jesteś większy, i co, tylko na tyle cię stać?", oczywiście, wszystko było działaniem rozdrażniającym. Postanowiłam go zaskoczyć, żeby walka stała się bardziej emocjonująca. Przygotowałam się do wyciągnięcia mojego asa. Przyśpieszyłam, biegnąc w jego kierunku, tak, jakbym wreszcie dała się skusić i zaszarżowała. W ostatniej chwili, wykonałam dziwny, jak pewnie mu się wydawało ruch i nakryłam się cała moją peleryną niewidką, jednocześnie instynktownie zmieniając kierunek biegu, zaś moje ruchy stały się ciche, byłam prawie niemożliwa do wykrycia. Gdybym użyła tego na początku walki, kiedy tylko któreś z nas zostało zranione, zapach krwi, niezależnie czy mojej, czy jego, by mnie wydał. Ale teraz wszystko jest umazane krwią z licznych zadrapań. Poruszałam się naprawdę bezgłośnie, dużo nad tym ćwiczyłam. Co jakiś czas rzucałam daleko jakiś badyl lub kamień, żeby zdezorientować złotego. Nie mam zamiaru tak chować się w nieskończoność. Taki atak byłby niehonorowy, zwłaszcza, że to ustalony pojedynek. Jeden atak, nie więcej. Jeszcze chwile krążyłam wokół niego jak sęp, co chwila zmieniając kierunek i wyczekując dobrej okazji.

// Tak, nie mogłam sobie odmówić przerwania w takim momencie... Sory Alk, jeśli cię tym zezłoszczę, ale serio muszę zobaczyć reakcję na to XD
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 10:32 pm

No cóż, nie spodziewał się, że tak po prostu zniknie. To była chyba ostatnia rzecz, o jakiej by pomyślał. Przez moment miotał się dookoła, rozglądając się za smoczycą, zapewne stanowiąc widok dość zabawny. Przez myśl nawet mu przeszło, że być może po prostu w tej dziwaczny sposób uciekła... Ale czemu niby miałaby to robić? Jeżeli poddałaby się z powodu kilku zadrapań i ugryzienia to znaczyłoby tylko, że żaden z niej wojownik a raczej przerośnięte pisklę.
Zmienił jednak zdanie, gdy gdzieś obok niego upadł jakiś kamyk. Potem gałązka. Tak, zdecydowanie tu gdzieś była, tylko niewidzialna i pewnie miała z niego niezły ubaw.
Poczuł narastającą gdzieś w nim złość. A więc to tak? Planujesz użyć przeciwko mnie jakiś swoich brudnych sztuczek?! Żeby cię zaraza... O nie, nie mam zamiaru tak tutaj sterczeć i czekać aż mnie zaatakujesz!
Opanował się błyskawicznie.
Postanowił jeszcze przez chwilę poudawać zdezorientowanego idiotę, miotając się w miejscu i podążając wzrokiem za rzucanymi obiektami, lecz zaraz potem odbił się mocno od ziemi, rozkładając skrzydła i wzniósł się ku niebu, by wreszcie zawisnąć w powietrzu niczym olbrzymi koliber, otoczony przez wszechobecne sępy. Ptaszysk było tak dużo, że raz przegonione, zaraz wracały na swoje miejsce, zresztą zwabione wonią smoczej krwi zaczęły krążyć wokół niego, odstraszane jedynie machnięciami błoniastych skrzydeł. Nie było sposobu, by się do niego zbliżyć nie wywołując popłochu wśród sępów, lub, jeżeli ptaszyska były zbyt tępe by niewidzialnego smoka wyczuć, nie uderzyć paru skrzydłami. Liczył na to, że widząc zamieszanie będzie w stanie określić skąd Lyssa atakuje a po drugie, że rozerwana błona nieco spowolni ją w powietrzu. Uważnie obserwował ptaki, rozglądając się szybko to na boki, to w górę, to nawet i w dół, wypatrując jakiegokolwiek znaku nienaturalnego zachowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 10:53 pm

Cóż, sprytu nie mogłam złotemu odmówić. No ale, na coś takiego da się znaleźć rozwiązanie. Na chwilę stanęłam w miejscu, przyglądając się kotłującej się kupie piór, po czym uśmiechnęłam się, wzdychając cicho. Chciałam tego nie robić, ale chyba nie mam wyboru. Stanęłam na tylnych łapach, balansując ogonem, by utrzymać równowagę i zionęłam ogniem. Może nie było to jakieś imponujące zionięcie na kilkadziesiąt metrów, a mój ogień odznaczał się ...ciekawym, no dobra, dziwacznym kolorem, wiosenną zielenią, ale jego temperatura była naprawdę spora. Kilka sępów spadło na ziemię spopielonych, pozostałe rozproszyły się, głośno kracząc. Szybko porwałam z ziemi sępie kotlety i rozrzuciłam je w różnych kierunkach, natychmiast ruszając się z miejsca, żeby znowu stać się nie do namierzenia. Tym samym rozwiałam problem sępów, powodując, że te jeszcze żywe zebrały się przy martwych towarzyszach, żeby, mówiąc łagodnie, pożywić się. Odbiłam się od ziemi i poleciałam w stronę wolnego od sępów mojego przeciwnika. Teraz mogłam atakować bez większych przeciwności. Zaleciałam go od tyłu, czekając na odpowiedni moment. W chwili kiedy machnął skrzydłami, tak, że znalazły się z przodu, wskoczyłam mu na grzbiet, drapiąc tylnymi kończynami i gryząc, chwile później odpychając się i gwałtownie odskakując. Nie ma co, tym razem to większe obrażenia, niż zwykłe zadrapania. Ale on nadal jest w stanie walczyć. Ściągnęłam z siebie pelerynę, przy okazji zgrabnie lądując na ziemi. To się robi naprawdę interesujące.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Czw Lut 04, 2016 11:39 pm

Zdziwił go zielony płomień. Nie, żeby nie powiązał szybko faktów i nie doszedł do wniosku, że Lyssa po prostu zionęła, lecz czemu do diaska był on zielony?!
Nie mógł się jednak nad tym za długo zastanawiać, bo w chwilę później został zaatakowany. Warknął cicho i jeszcze zanim zdążyła odlecieć, zarzucił gwałtownie łbem do tyłu, by ugodzić smoczycę dwojgiem skierowanych ku tyłowi rogów. Był pewien, że jeden z nich zdążył przebić jej skórę w okolicy żuchwy nim skierowała się na ziemię.
Bardzo się postarał, by mimo piekącego bólu nie zmienić pozycji ani też nie wylądował. Krew powoli ociekała mu boki, lecz on przez dobrą chwilę zdawał się to ignorować, nadal wisząc w powietrzu i obserwując zieloną z góry. Potem zanurkował, przygotowując się do kolejnego ataku na jej bok, lecz w ostatniej chwili zmienił położenie skrzydeł i zwolnił, wyciągając ku jej głowie i szyi uzbrojone w szpony tylne łapy. Zaraz potem odleciał, nie drasnąwszy jej nawet, ponownie wznosząc się na znaczną wysokość, by w chwilę później uderzyć znowu, tym razem rozpędzając się do sporej prędkości i kierując od przodu. Rzucił się na nią całym swoim ciężarem, co oczywiście nie mogło skończyć się inaczej, jak utratą równowagi, w końcu był cięższy. Szpony przecięły skórę w okolicach klatki piersiowej a zęby sięgnęły na bok, ponownie ku zranionemu już skrzydłu, pogłębiając poprzednią ranę. Tym razem zacisnęły się mocniej, Alkair ewidentnie próbował uszkodzić tę kończynę w znaczniejszym stopniu. Zaraz potem już chciał odlecieć, zanim i ona zdecyduje się go ugryźć, lecz wpadł na pewien pomysł. Skoczył w bok, nie rozluźniając uścisku, co skończyło się przeciągnięciem smoczycy kawałek po podłożu. Wówczas postanowił ją puścić i odleciał kawałek dalej, zarzucając łbem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Pią Lut 05, 2016 12:02 am

Mimo, że obrażenia które mi zadał, do małych nie należały, ja nie zamierzałam się poddać. Świetnie się bawiłam, niezależnie od tego, na jakiej pozycji byłam. Z resztą, do rozstrzygnięcia pojedynku było jeszcze daleko. Cóż, jego zachowanie przypomina mi trochę konia... Ale kogo to obchodzi? Rana w okolicy żuchwy mocno bolała, ale nie była poważna. Tak samo ze skrzydłem. o klatce piersiowej nawet nie wspominałam, było to ledwo zadrapanie. Zaczęłam biec w stronę samca, trzymając się jak najbliżej ziemi, dzięki czemu osiągałam większą szybkość. Tuż przed jego nosem skręciłam, z impetem przekręcając się i wskakując na jego grzbiet. Zdrowe skrzydło oparłam mu na szyi, blokując jego głowę, dzięki czemu mogłam zadać większe obrażenia. Lekko zranionym skrzydłem i zębami zaatakowałam miejsce, w które wcześniej wbiłam zęby, u nasady szyi. Z kolei tylnymi nogami nadal atakowałam jego plecy, starając się przy okazji utrzymać równowagę. Kiedy już dłużej nie mogłam, zeskoczyłam na ziemię i odeszłam kawałek, jednak tylko po to, żeby nabrać prędkości i znowu zaatakować. Tym razem, zamiast wskoczyć na jego grzbiet, co zapewne nie udało by się po raz drugi, wyskoczyłam w górę i gwałtownym ruchem złapałam go zębami za skrzydło. Szarpałam chwilę głową, chcąc jak najmocniej go zranić, nie uniemożliwiając mu jednak latania. Rozluźniłam zęby, odskakując gwałtownie. Odległość była niebezpiecznie mała, ale wierzyłam, że byłam gotowa w każdej chwili odskoczyć, adrenalina krążyła mi w żyłach.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sob Lut 06, 2016 11:30 am

Już nawet nie zwracał uwagi na ból. Adrenalina krążąca w jego żyłach skutecznie go przyćmiewała, tak, że stawał się tylko niemiłym uczuciem gdzieś na skraju świadomości samca. Dobrze wiedział, że po walce, kiedy emocje już opadną, wróci ze zdwojoną siłą i będzie chodził taki obolały przez jakiś czas ale nie myślał o tym, skupiając się na przeciwniczce. Pogryzione skrzydło na szczęście nie zostało uszkodzone na tyle, by nie mógł latać, boki miał jedynie podrapane. Najpoważniejsza była ta rana u podstawy szyi, lecz wciąż nie na tyle poważna, by zaprzestał walki.
Na dodatek, smoczyca nie odleciała za daleko, wciąż pozostając wystarczająco blisko, by mógł bez problemu do niej doskoczyć. Zrobił więc to, rozkładając przy tym skrzydła, by wznieść się nieco wyżej. Wylądował na tylnych łapach tuż przed nią, po czym szybko postawił na ziemi również i przednie, starając się pazurami uszkodzić jak najwięcej błony jej skrzydeł, na koniec zaciskając łapy u ich podstawy, uniemożliwiając jej w ten sposób podrapanie go. Pyskiem sięgnął ku jej szyi, zaciskając szczęki u jej podstawy, potrząsając przy tym nieco łbem by pogłębić ranę. Gdyby się postarał, pewnie byłby w stanie w ten sposób nawet i przegryźć jej tętnicę, lecz nie miał zamiaru jej uśmiercać, a tylko nieco poharatać. Starał się utrzymać w tej pozycji tak długo, o ile był w stanie, potem gwałtownie ją puścił, odpychając do tyłu i smagając po pysku w okolicy oczu ogonem zanim odleciał. Ze względu na brak kolców raczej narządu wzroku uszkodzić nie mógł, lecz uderzenie miało na celu głównie jej zdezorientowanie na tyle, by mógł się na bezpieczną odległość oddalić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sob Lut 06, 2016 12:59 pm

Zaśmiałam się cicho, widząc, że samiec zaczyna kopiować moje ataki. Oczywiście, mógł być to zwykły przypadek, ale myślenie w ten sposób powodowało, że moja duma została mile połechtana. Uśmiechając się, spojrzałam na złotego, który zdążył już się oddalić, po ataku na mnie. Lubiłam walczyć, a ten tutaj nie był banalnym przeciwnikiem. Postanowiłam mienić taktykę. Mimo, że rany nie bolały mnie tak bardzo, wręcz prawie tego nie czułam, zaczęłam udawać, że rana w skrzydle skutecznie mnie spowalnia. Nadal się poruszałam, ale moja prędkość ataku sporo spadła, a ja widocznie kulałam. Zawsze byłam dobra w udawaniu bólu i urazów. Tym kulejącym krokiem zaczęłam zbliżać się do złotego smoka. Nie potrafiłam określić, czy się na to nabrał. Na moim pysku pojawił się wyraz nieustępliwości, byłam gotowa zaatakować. W jednej chwili przyśpieszyłam, rzucając się gwałtownie do przodu, biegnąc dużo szybciej, niż na początku. Wyrzuciłam głowę i szyję do przodu, gryząc złotego kawałek nad kolanem przedniej nogi. Mocno zacisnęłam zęby, wbijając je całe w ciało samca. Musiało być to choć trochę bolesne, bo zęby smoka zazwyczaj są duże. Nie rozluźniłam zacisku szczęki od razu, najpierw szybko poruszyłam pyskiem, dodając do rany kolejne, tym razem szarpane. Potem rozluźniłam szczękę i błyskawicznie odskoczyłam. Wszystko trwało na tyle krótko, że samiec nie miał czasu, żeby zranić mnie w jakikolwiek sposób. Po tym ataku, znowu stałam się okulałą smoczycą, więc złoty musiał chwilę pogłówkować, czy udawałam, czy po prostu zmobilizowałam resztki sił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Pon Lut 15, 2016 1:12 pm

Uczynił coś na wzór uniesienia brwi, obserwując smoczycę. Nie, to nie było możliwe, żeby tak nagle okulała. Rany, które jej zadał aż tak poważne nie były, a raczej mało prawdopodobne, by podczas zwykłego biegu jeszcze bardziej swą kończynę naruszyła. Z pewnością usiłowała go oszukać. Pewnie teraz liczyła, że się na nią rzuci, licząc na to, iż jest zbyt osłabiona, by uskoczyć, a wtedy nie dość, że uniknie ataku, to pewnie jeszcze uderzy w jakieś słabsze miejsce.
Uśmiechnąwszy się do siebie w duchu, zdecydował jednak przez moment udawać, że dał się nabrać. Zaszarżował na nią, jakby miał zamiar po prostu rzucić się na nią z pazurami, starając się uderzyć w jej bok, lecz może z metr przed nią nagle wybił się w górę, wznosząc w powietrze. przeleciał tuż przed jej nosem, odwracając się gwałtownie i uderzając tylną nogą prosto w głowę, po czym wylądowawszy po drugiej jej stronie, korzystając z chwilowego rozproszenia samicy ponownie zacisnął szczęki u podstawy jej szyi, tym razem po drugiej stronie jej ciała. Szarpnął nieco łbem, by pogłębić obrażenia, lecz nie na tyle, by stanowiły bezpośrednie zagrożenia dla życia. Następnie gwałtownie ją puścił i odleciał, lądując na jakiejś kupce kości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Pon Lut 15, 2016 6:14 pm

Jeśli chcę wygrać, muszę być bardziej gwałtowna. Uśmiechnęłam się w duchu. Już miałam pomysł, jakiego manewru użyje. Poruszyłam szyją, uparcie ignorując ból. Wyskoczyłam w powietrze, błyskawicznie wzlatując na dość dużą wysokość. Przez chwilę trwałam zawieszona w miejscu, niczym gigantyczny koliber. Czułam napięcie i gotowość do akcji każdego mięśnia w moim ciele, zwłaszcza na plecach i w okolicach łopatek. Wzięłam głęboki oddech, starając się zachować spokój przed manewrem. Kiedy byłam gotowa, rzuciłam się w dół, składając skrzydła. Mogło to wyglądać tak, jakbym zamierzała wylądować złotemu na plecach, jednak mój zamiar był inny. Kiedy byłam już blisko, odwróciłam się plecami do ziemi, dosłownie na chwilę, rozkładając przy okazji kolce na całą ich wysokość. Wbiły się one w ciało smoka, a pęd powietrza popchnął mnie do przodu, zostawiając w jego ciele głębokie, długie rany, mocno krwawiące.Natychmiast przewróciłam się z powrotem do normalnej pozycji, zgrabnie lądując. Czułam spływającą po plecach gorącą krew, należącą do mojego przeciwnika. Ruszyłam biegiem, z wyjątkową prędkością, po czym zaatakowałam go szponami tuż pod kolanem przedniej łapy. Okrążyłam go od przodu, zręcznie unikając opcjonalnych ataków. Kiedy mijałam jego pysk, uderzyłam go kolcem na końcu ogona nad okiem, rozrywając dość delikatną w tym miejscu łuskę. Rana nie była niebezpieczna, ale obficie krwawiła, wpadając mu do oka i zamazując mu tym samym wzrok. Odskoczyłam szybko dość daleko, czekając na jego reakcję.

// Do Flame, jeśli się temu przygląda: jeśli teraz spróbujesz zrobić mi kawał i naślesz na nas tego walentynkowego smoka, to obiecuję, że cię ukatrupię. A jeszcze wcześniej naślę na ciebie deszcz meteorów.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Amira
Pisklak
Pisklak


Liczba postów : 86
Join date : 27/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Wto Lut 16, 2016 2:02 pm

//mam nadzieję, że nie przeszkadzam Smile Jak coś to mogę usunąć post

Leciałam nad jakimś ciemnym chyba martwym lasem. Wszędzie leżały stare kości smoków. Wszystko wyglądało przerażająco, a zarazem smutno i ponuro. Coś mi mówło "Spadaj stąd! Zaraz cie coś zje", ale ja dalej leciałam przed siebie. Lubiłam ryzyko. Im dalej leciałam, tym więcej kości się pojawiało.
Nagle coś zielonego i złotego się poruszyło. Wyostrzyłam wzrok. To smoki! Zapikowałam w dół, na chwilę składając skrzydła. Wyginając ciało w łuk, wylądowałam na wielkiej czaszce jakiegoś nieżyjącego już dawno smoka. Te dwa smoki- Zielony i Złoty ociekały krwią i patrzyły na siebie z hymm... niechęcią i odrazą? Przyglądałam się ich walce, notując w pamięci każdy ruch, każde drganie mięsnia, bo wiedziałam, że w przyszłości mi się to przyda. Po zadaniu sobie większej ilości ran, każde z nich usiadło na kupce kości, mieżąc się wzrokiem z wyczekiwaniem.
Ja ze stoickim spokojem, cały czas siedziałam na czyjejś czaszce, aż gdy atmosfera napięła się do granic możliwości, odezwałam się:
-Eee... witajcie- powiedziałam z nutką napięcia w głosie.
Jeden smok- ten Złoty samiec, pomimo zapachu krwi, wyraźnie czuć było od niego góry. Z kolei ta Zielona smoczyca pachniała lasem. Przekrzywiłam głowę, czekając.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Wto Lut 16, 2016 10:05 pm

// Nie, nie przeszkadzasz.

Spojrzałam ze zdziwieniem w stronę, z której dobiegał głos. Tak byłam zajęta walka, że nie zauważyłam małego smoka, który zjawił się podczas pojedynku. Witaj, witaj... Mruknęłam od niechcenia, nie chcąc się dekoncentrować. Możesz się trochę przesunąć? Potrzebujemy miejsca do walki. Stwierdziłam, że mała może się przyglądać, jeśli tylko nie będzie przeszkadzać. Niech się uczy, kiedyś się jej to przyda. Ruszyłam w stronę złotego smoka, najszybciej jak mogłam, niemal unosiłam się nad ziemią. Przebiegłam obok niego, w ostatniej chwili rozkładając skrzydła, przez co pazury na ich końcu przecięły jego tylna nogę. Odwróciłam się, wskoczyłam na jego grzbiet, jak zwykle gryząc go u podstawy szyi, i jednocześnie drapiąc jego i tak już mocno pokiereszowane plecy. Zeskoczyłam na ziemię, biegnąc w stronę pisklaka, żeby zapewnić sobie miejsce do kolejnych manewrów. Z bliska poczułam woń smoczątka, pachniało tak samo jak złoty smok. Więc jest z ardu... Jak mu tam? Zawar? A racja, Zalam. Wykonałam obrót w biegu, wzniecając fontanny szarego piachu, który utworzył wokół mnie tymczasową zasłonę.

// Heh, Alk stracił kolejkę... Ale co tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alkair
Nowy
Nowy


Liczba postów : 36
Join date : 01/02/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 17, 2016 2:03 pm

// No żeż ty ;-;

Trochę się zagapił na tamtego pisklaka, nieopatrznie dając przeciwniczce więcej czasu na atak, za co czym prędzej skarcił się w duchu. Przez ten krótki czas zdążył się zorientować, iż samiczka jest członkinią jego własnego stada.
Potem jednak postanowił wykorzystać to swoje rozproszenie na własną korzyść. Syknął, klapiąc szczękami w stronę Lyssy, gdy ta go zaatakowała, lecz zamiast ruszyć na nią, podszedł do pisklęcia, przez co zielona mogła dojść do wniosku, że zrezygnował z dalszej walki.
Uśmiechnął się szeroko do małej smoczycy, ukazując czerwone od krwi zębiska, po czym wysunął język i po prostu zlizał strumyczek czerwonej cieczy ściekający mu spod oka. Następnie całkowicie znienacka rozłożył skrzydła i wybił gwałtownie w powietrze, by zaraz potem rzucić się z pełną prędkością w dół w stronę Lyssy. Uderzył w jej bok całym swoim ciężarem, przewracając ją i przez chwilę przyciskał ją do ziemi, zawzięcie gryząc i drapiąc, rozrywając skórę w okolicach jej żeber. W chwilę później ponownie wzniósł się w powietrze, dając jej chwilę, by wstała i zataczając wokół niej kręgi, zbliżając się do niej coraz bardziej. Wreszcie zdzielił ją skrzydłem po pysku, by przez chwilę ją zdezorientować i wykorzystał ten moment do rzucenia się z zębami tym razem na jej drugie skrzydło, starając się i te w znacznym stopniu uszkodzić. Uskoczył przed jej ewentualnym atakiem, uderzając przy tym ogonem o podłoże i sypiąc tym samym piaskiem po oczach, po czym oddalił się na znaczną odległość potrząsając łbem by pozbyć się krwi zalewającej mu oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   Sro Lut 17, 2016 8:19 pm

Prychnęłam pogardliwie. Próbował mnie oszukać, co mu się nie do końca udało. Zranił mnie tylko dlatego, że przygniótł mnie do ziemi, w innym wypadku z łatwością bym odskoczyła. Postanowiłam skorzystać z okazji, kiedy miał przesłonięte pole widzenia. Przyspieszyłam, błyskawicznie osiągając niemożliwą dla większości smoków prędkość. Skoczyłam w jego kierunku, taranując go. Moja waga, oraz prędkość zrobiła swoje. Przewróciłam go, po czym zaatakowałam jego brzuch, drapiąc zawzięcie pazurami zarówno u tylnych łap, jak i tymi kończącymi skrzydła. Starałam się omijać okolice klatki piersiowej, żeby nie wprowadzić niebezpieczeństwa śmierci. Jednocześnie cały czas stałam trochę z boku, po to, żeby nie zranił mnie szponami. Atak zakończyłam wbijając zęby głęboko w jego nogę, po czym odskoczyłam szybko, jednocześnie kopiąc go i rozszarpując odrobinę jego boku. Następnie zamachnęłam się i obsypałam go piaskiem, który z pewnością dostał się przynajmniej do niektórych ran, oraz do oczu. Odeszłam na bezpieczną odległość, cały czas przyglądając się mu, czy nie wykona jakiś ruchów. Przydało by się już to zakończyć. Może się zrobić niebezpiecznie, oboje straciliśmy sporo krwi. Poddajesz się? Jesteś na gorszej pozycji, a jak tak dalej pójdzie, oboje wykrwawimy się na śmierć. Nie bałam się o siebie, śmierć mnie nie przerażała. Ale po co przeciągać coś, co może się skończyć, jednocześnie dodając temu ofiar?

// Jkb co, to z ta straconą pozycją chodzi o ilość statów, Lyss ma je wyższe, więc wypadałoby, żeby wygrała, nie krytykuję postów ani ataków, Alk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Ponure Cmentarzysko   

Powrót do góry Go down
 
Ponure Cmentarzysko
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Qashar :: Ziemie Niczyje :: Pustkowie Faragh :: Równina La Shay'-
Skocz do: