A long time ago in a land far away there was a place where dragons decided to stay.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mielizna Aindifae

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Mielizna Aindifae   Czw Gru 31, 2015 11:23 am

Rzeka, niosąc w swoim nurcie drobinki piasku, usypywała go w tym miejscu, by w końcu utworzyć tu, na samym jej środku, w pobliżu ujścia do jeziora mieliznę. Jest to idealne miejsce dla tych, którzy mają ochotę położyć się w pobliżu rzeki, owiewani lekkim wiaterkiem, który zazwyczaj się nad nią unosi, przenosząc drobną mżawkę z kropelek jej wody, czego nikt nie mógłby zrobić gdyby nie mielizna, nie dałoby się położyć na którymkolwiek z brzegu rzeki, która na tym odcinku ma je zbyt strome, by to zrobić.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Pią Sty 22, 2016 8:51 pm

Imlann przyleciał na miejsce, jak zawsze pełen dumy i siły. Gdy leciał, jego muskularna klatka piersiowa wyraźnie zarysowane na niej, okolone łuskami mięśnie uwydatniały się, wyraźnie poruszając się pod jego ciemną zbroją przy każdym uderzeniu silnych skrzydeł, przy którym to rozlegał się dźwięk podobny do głośnego huku, głośniejszego, niżby trzepał dywan, przy okazji wzbudzając dość silne prądy powietrza. Imlann doskonale wiedział, jak działały, już kilka księżyców temu miał okazję bolesnego przypomnienia sobie, że należy z nimi współgrać. Teraz jednak, gdy był nieco większych gabarytów, mógł lecieć i pod wiatr, siłować się z nim i kombinować. Zastanawiał się, jak to będzie wyglądać, gdy zostanie starym i wielkim smokiem, czy wtedy będzie odczuwał wiatr niczym zwykły, niewart uwagi podmuch, czy może jako huragan otaczający go ze wszystkich stron?
Z drugiej strony, nie wyobrażał sobie, by miał kiedykolwiek w ogóle dorosnąć do takich rozmiarów, wydawało mu się to nierealne i nieosiągalne. Mimo tego perspektywa dalszego wzrostu i osiągania większego wieku była dla niego bardzo kusząca i miał nadzieję, że natura nie przesadzi z jego i tak sporawymi już gabarytami. Aczkolwiek raz się żyje i trzeba w tym czasie oczywiście osiągnąć jak najwięcej, bo czemu niby nie?
Lecąc tak, dostrzegł kątem oka dość sporawą mieliznę, a na niej leżący ciemny głaz... Nie, to nie był głaz, Imlann wyraźnie widział, jak ten się poruszał i wiedział doskonale, że z pewnością kamień to nie jest... Ale to coś mogło się w sumie okazać zwierzęciem, tego mógł być niemal pewien, nie widział bowiem nigdy równie ruchliwego głazu bądź krępego smoka. Lecąc tak, zataczał koła niczym sęp, przyglądając się potencjalnej ofierze, na widok której głośno zaburczało mu w brzuchu, jednakże miał nadzieję, że powietrzne prądy zagłuszyły ten dźwięk, samiec nigdy nie powinien być głodny, powinien być w stanie sam coś upolować, a zdawał sobie sprawę, że gdzieś w tyle leciała zapewne Nereida. Mimo tego na widok zwierzyny nie mógł się powstrzymać od oblizania pyska i powolnego nastroszenia kolców...
Oho, to był byk. Wielki, o grafitowoszarym futrze, niby nic dla smoka o rozmiarach Imlanna, a jednak mimo wszystko całkiem sporawy zwierz, jakiego samiec wolałby mimo wszystko nie spotkać na swojej drodze wędrując sobie beztrosko przez dżunglę...
Właśnie, nigdy nie był w dżungli i rzadko kiedy chodził - wolał latać - trzeba to będzie kiedyś wypróbować. Pomysł nadszedł dość niespodziewanie, jednakże nie przeszkodziło to Imlannowi na odłożenie go na później. Skoro przybył, to może przecież poczekać, dla niego ważne w tej chwili było jedzenie. Widział jednak dość dobrze długie, ostre i śnieżnobiałe rogi zwierza a także jego czarne jak smoła oczy, mimo, że ten był daleko - każdy smok chyba miał dobry wzrok i taki sam miał i Imlann.
Nie czekając dłużej, bardziej za sprawą instynktu niż rozumu, zapikował w stronę byka, by, gdy się już do niego zbliżył, złapać go łapami pod boki i przenieść kawałek dalej, w międzyczasie dość mocno strosząc swoje kolce. Bardzo mocno wbijał pazury w skórę zwierzęcia, jednakże całkiem możliwe, że przez to tylko rozsierdził samca, on jednak też był swego rodzaju bykiem, nieco większym i pokrytym łuskami, jednakże, z drugiej strony, charakterki mieli zapewne trochę zbliżone, nie za specjalnie bardzo, ale jednak mimo wszystko.
Po chwili wzniósł się nieco w górę, kilka centymetrów i upuścił zwierzę, uznając, że polowanie może być idealną sytuacją do przećwiczenia jego umiejętności łowieckich. Sam wykonał dość prowizoryczne salto w tył, mocno wyginając grzbiet tak, że czubek jego ogona dotknął na chwilę czoła Imlanna i składając na chwilę skrzydła, po czym wylądował nieco na chwilę, by wypuścić w stronę zwierzyny niezbyt przemyślany strumyczek ognia. To był zły pomysł, gdyż jedynie zapalił sierść na ogonie zwierzęcia, rozsierdzając tą olbrzymią jak na obiad masę mięśni.
Byk zaczął szarżować na Imlanna, a ten, chcąc, nie chcąc, wzleciał trochę w górę i zamachnął się łapą na grafitowego, zostawiając mu na ciele głębokie, krwawiące szramy. Nawet, gdyby smok nie chciał zabijać zwierza, ten i tak wykrwawiłby się w stosunkowo krótkim czasie. Zauważył, że byk się potknął i wykorzystał tą okazję, by przyozdobić szkarłatnym wzorkiem drugi bok swej ofiary, cięcie było jeszcze głębsze i na dodatek przecinało nie tylko bok,
ale i w swej płytszej części bok zwierza, który krwawił obficie, barwiąc ziemię na szkarłatny kolor.
Imlann odsunął się na bezpieczną odległość około trzech metrów, w sumie bardziej ryzykowną niż bezpieczną, jakby na to z innej strony spojrzeć, jednakże czarnemu to nie przeszkadzało, był pewien swoich umiejętności, możliwe, że nawet aż za bardzo.
Po chwili byk upadł na przednie nogi, tylne nadal mając wyprostowane, mimo nagłej utraty krwi dalej próbując wstać. Imlann skwitował to pełnym samozadowolenia uśmiechem i, wykonując dość krótki skok z na wpół rozłożonymi skrzydłami, wylądował na zwierzu, powalając go na ziemię uderzeniem łapy, nie wykorzystywał jednak pazurów, obawiając się, że zwierzę zrani go rogami. Zamiast tego złapał kark zwierzęcia w swoje szczęki, zaciskając je mocno i raptownie przekręcił głowę.
Rozległ się głośny trzask, a zwierzę upadło bezwładnie.
Imlann rozluźnił szczęki
i odleciał jakieś pół metra od byka, po chwili przybliżając się ponownie, chwycił za klatkę piersiową zwierzęcia i rozerwał ją w okolicy mostka, by dostać się do nie bijącego już serca. Gdy już je pożarł, zabrał się za resztę, głównie za tłuszcz na bokach swojej najnowszej ofiary, nie zdając sobie sprawy z tego, jak wiele krwi znalazło się właśnie na jego pysku i łapach, może przydałoby się, gdyby ktoś mu je oczyścił?
Pochłonięty bitewnym szałem, nawet nie zauważył, czy Nereida przybyła, czy nie, czy widziała jego spektakularną walkę, czy też nie... Ale jeśli chciała, mogła się przyłączyć do uczty.

B U D O W A, tu się polowanie pisze Razz

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Pią Sty 22, 2016 10:59 pm

Leciałam za Ardmagarem. Wystarczyło jedno potężne machnięcie skrzydeł i już bym się z nim zrównała. Przelecieliśmy nad dżunglą, rzeką, pustynią... Gdy dotarliśmy do dużego jeziora, podeszłam do niego. Spojrzałam na nieruchomą taflę wody, która pięknie odbijała przedpołudniowe promienie słoneczne. Spojrzałam na dumnego smoka stojącego kilka metrow ode mnie. Przypomniała mi się piosenka, która może w jakimś stopniu pasowała do aktualnej sytuacji.

Never mind, I'll find someone like you
I wish nothing but the best for you two
Don't forget me, I beg, I remember you said
Someone it lasts in love, but sometimes it hurts instead...


Zauważyłam ruch kątem oka. Powoli odwróciłam się. Ardmagar krecił kółka nad czymś głazopodobnym. Wyglądał jak gigantyczny sęp, który wywęszył, albo raczej w przypadku Żelaznołuskiego wypatrzył, obiad. Wylądował i bezgłośnie podszedł do ofiary. Okazało sie, że nie byl to głaz, ale byk. Patrzyłam jak każdy mięsień w ciele Ardmagara się napina i przygotowywuje do ataku. Patrzyłam na każdy jego ruch. Patrzyłam i nie wierzylam, że można być tak imponującym smokiem. Wyraz pyska się nie zmienił, ale wzrok owszem. Oglądałam cały atak, który oczuwiście wygra Żelaznołuski, z niedowierzeniem czterolatka, gdy zobaczy coś tak dużego jak słoń w zoo. Gdy skończył zatopil swoje śnieżnobiałe kły w ciele martwego byka.
-Smacznego
Westchnęłam. Tak po prostu. Przeszedłam się wzdłuż jeziora, przy okazjii przechodząc obok Ardmagara. Szłam wzdłuz brzegu i podziwiałam uroki tego miejsca. Usiadłam niedaleko posiłującego się Ardmagara. Podeszłam do brzegu i zamoczyłam łapy w krystalicznej wodzie. Uśmiechnęłam się. Zamknęłam ovzy i myślałam co może się nam przytrafić. Cieszyłam się chwilą. Ja, Ardmagar...no i martwy byk. Spojrzał na mnie jakby zachęcając mnie do zjedzenia. Nie moglam odmowić. Poczułam, albo razcej usłuszałam i zapewne nie tylko ja, burczenie w brzuchu. Wzruchylam nasadą skrzydeł i zatopiłam zęby w obiedzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Pią Sty 22, 2016 11:55 pm

Zerwał z byka skórę, zachowując ją dla siebie, tak na przyszłość, po czym wziął się za jedzenie.
Jego zęby miażdżyły z morderczą wręcz precyzją mięso, chociaż akurat śmierć zadały temu pożywieniu przed chwilą. Tak właśnie Imlann traktował swoje ofiary, jako pożywienie, a nie żywe istoty, którym należy współczuć. Był ostatnim ogniwem łańcucha pokarmowego ( nie, nie grzybem, przecież smoki są nieśmiertelne! ) i uważał to za wyższy porządek, nie jego wina, że ten byk został uwięziony na środku wyspy no i z pewnością też to nie przez niego nie został protistem, lecz smokiem. Lecz kiedyś był kimś innym...
Przyśnił mu się już raz sen, bogato zdobiona, pełna miniatur i złota komnata, hebanowe, inkrustowane srebrem meble, mapa, na której rozstawienie wojsk oznaczał szafirami i rubinami... Z pewnością był obrzydliwie wręcz bogaty, jednakże niczego więcej się nie domyślał. Kim mógł był? Co, jak, po co, dlaczego? Nie miał pojęcia, aczkolwiek teraz starał się o tym nie myśleć, zazwyczaj przemyślenia na temat jego poprzedniego życia skutkowały potężnym bólem głowy, a tego ryzykować nie zamierzał, wolał mieć czysty, nie zmącony niczym umysł.
Jadł więc, nabierając większej ilości energii i sił witalnych, od czasu do czasu ukradkiem spoglądając przy tym na Nereidę. Zapewne Vavoice będzie przez pewien czas zazdrosna, aczkolwiek nie powinna, przecież w żadnym wypadku nie zamierzał poświęcać jej mniejszej ilości czasu niż wcześniej... Po prostu będzie musiała się z nim dzielić z inną smoczycą, a to, że się tak stanie - prędzej czy później - było dla samca dość oczywiste.
Kiedy już był syty, co oznaczało, że z rosłego byka zostały praktycznie same kości dla padlinożerców, podszedł do wody, obmywając w niej łapy, a potem zanurzając w jej toń wodę i, po zamknięciu trzeciej powieki, obserwując jej podwodne prądy, w których jednak nie znalazł nic ciekawego. Pozostało mu więc jedynie odwrócić się i spojrzeć na Nereidę, która, gdy już skończyła jeść, mimo, że pysk miała uwalany krwią, wyglądała dobrze... Można wręcz powiedzieć, że kolor ten podkreślał jej urodę.
Podszedł do niej niezbyt wolno, można wręcz powiedzieć że pędził do niej jak na sprężynach, jego łapy jakoś dziwnie sprężyście poruszały się, unosząc jego ciężar nawet na piachu, a łapy rozstawiał tak, że nawet się nie zapadał, z resztą, w dalszej części mielizny, tej z bykiem, był on suchą i ubitą ziemią, tam więc szło mu się jeszcze łatwiej. Był pełen energii, najedzony, czujący wspaniały smak krwi pysznej ofiary w pysku... Do pełni szczęścia brakowało mu tylko jednego... Jak to określiła Nereida całkiem niedawno - czegoś więcej.
Podszedł więc do niej i usiadł na przeciwko, stanowczo, ale i dość delikatnie, z uśmiechem, przyciągając ją do siebie, po czym zlizał krew byka z jej pyska, kończąc to dość namiętnym pocałunkiem - o ile u smoków to w ogóle możliwe - mając nadzieję, że go odwzajemni.
- Wspominałaś o czymś więcej, hmm? - zadał dość retoryczne pytanie. - Mam nadzieję, że nie zmieniłaś zdania...
Oczywiście, nie zamierzał zrobić niczego wbrew jej woli, jednakże wir walki tylko zwiększył jego pragnienie skierowane w jej kierunku.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 12:18 am

W czasie jedzenia co jakiś czas spoglądałam na Ardmagara. Skończyłam wcześniej niż on. Z dorodnego byka, zostały jedynie kości i tochę krwii na trawie. Żelaznołuski podszedł do wody i spłukał resztkę krwii. Przyglądałam się mu. Czułam, że on również chce czegoś więcej. Podszedł do mnie sprężystym krokiem. Przyglądałam się mu ze specyficznym uśmiechem na pysku. Stanął na przeciwko mnie, tak, że nasze ciała niemal się stykały. Ale tym razem nie drgnęłam pod jego dotykiem. Język miał szorstki, ale zarazem przyjemnie było, gdy stykał się z moją skórą. Zlizał mi resztę ciemnoczerwonej krwi z pyska, co przeszło w coś jak pocałunek. Odwzajemniłam go czule. Odsuneliśmy się od siebie na chwilę. Upewnił sié czy nie zmieniłam zdania. Uśmiechnęłam się czule, a zarezem łobuzersko.
-Nie i nie mam zamiaru...
Pocałowałam go ciepło w pysk, obejmując przy tym. Zatrzepotałam rzęsami, jak robią to motyle ze swoimi skrzydełkami. Co prawda nigdy nie ipwidziałam ich na oczy, ale Nora coś mi tam opowiedziała. Poczułam łaskotanie w dolnej częśi brzucha. Położyłam się na nim, przy okazji przewalając go na ziemię. Miałam z tym mały kłopt, bo Ardmagar był większy, silniejszy... Ale nie opierał się więc dałam sobie radę. Uśmiechnęłam się słodko, kładąc głowę na jego szyii. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się każdą sekundą.


Ostatnio zmieniony przez Nereida dnia Sob Sty 23, 2016 1:01 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 12:56 pm

// To motyle mają rzęsy? Razz

Absolutnie nie stawiał jakiegokolwiek oporu, kiedy smoczyca go przewracała, możliwe, że po prostu spodziewał się czegoś takiego, zanim jednak upadł, rozłożył skrzydła, by nie połamać ich przy tym upadku ani nie porwać ich błony, czego wolałby mimo wszystko uniknąć. Zdawał sobie jednak sprawę, że są na tyle silne, by raczej się to nie zdarzyło... Wolałby jednak mimo wszystko tego uniknąć, w końcu przecież w związku z jego gabarytami sporo ważył, proporcjonalnie, ale i tak mimo wszystko nie chciałby zniszczyć własnych skrzydeł.
Objął leżącą tuż obok smoczycę, gładząc ją łapą po szyi, pozwalając jej w spokoju leżeć na jego dość muskularnej klatce piersiowej. Była od niego sporo mniejsza, jednakże nie przeszkadzało mu to, nie myślał nawet o tym, że dla niej może się to okazać nieco problemem, w końcu był największym smokiem w krainie, niby najsilniejszy i najlepiej zapewni jej bezpieczeństwo, ale też przez przypadek sam mógł nieopatrznie zrobić jej jakąś krzywdę...
Polowanie tylko rozbudziło w nim zmysły i sprawiło, że kipiał energią jak i całkiem niezłym nakładem ambicji. Uśmiechnął się do niej, może uspokajająco, a może po prostu z nadmiaru emocji lub radości chwilą?
Jednakże oczywiste chyba, że z taką ilością energii długo tak leżeć nie zamierzał, krew i adrenalina wrzały w nim niesamowicie, a mięśnie nie rozluźniły mu się po niedawnym polowaniu, teraz zaś napięły się bardziej, Imlann dalej gładził bok Nereidy, przesuwając łapę coraz niżej, a gdy dotarł do jej biodra, kierowany instynktem i możliwe że nieco także niecierpliwością, wstał dość szybko, znajdując się nad smoczycą. Miał nadzieję że ta wstanie i podejdzie kilka kroków do przodu, zachęcając go, by mogli już zacząć - było widać, że był gotowy i chciał stworzyć z nią wylęg.
Przy okazji przejechał łapą po jej kolcach, mając nadzieję, że użyje mięśni, by położyć je bliżej grzbietu, swoje zaś miał nadal nastroszone.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 1:41 pm

Miałam przed oczami obraz z wypadku, potem szpital... O dziwo nie zaczęłam się trząć. Widocznie obecność Imlanna działała na mnie uspokajająco. Rozluźniłam napięte dotychczas mięśnie. Spojrzałam na niego. Uśmiechnąłe się, odsłaniając przy tym swoje mleczno białe, zabójczo ostre kły. Nie przestawał gladzić mnie po boku. Z każdą sekundą schodził niżej, aż dotarł do biodra. Mimowolnie się uśmiechnęłam.
Potem niespodziewmie wstał i sanął nade mną. Spojrzałam na niego z łobuzerskim błyskiem w oku i uśmiechnęłam się jeszcze szerzej. Wstałam i powoli podeszłam do Ardmagara, chcąc byśmy już zaczęli. Spojrzałam mu prosto w oczy, chociaż, że był odemnie jakieś dwa metry większy.
Przejechał łapą po moich kolcach. Domyśliłam się, że chce żebym je położyła wzdłuż ciała. Napięłam mięśnie grzbietu i położyłam je na tyle ile mogłam.
Teraz czekałam, aż zrobi pierwszy ruch...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 2:24 pm

Warknął cicho, ale i z rozbawieniem, można powiedzieć, że było to w sumie coś pośredniego między śmiechem a mruczeniem, jednakże zabawa jeszcze nie zdążyła się rozkręcić, ba, ona miała się dopiero zacząć. Imlann rozłożył nieco szerzej swoje skrzydła, dla utrzymania równowagi, chociaż przypadkowo wydawał się w ten sposób trochę większy, ba, trochę! Optycznie wyglądał na smoka trzykrotnie swoich gabarytów, jednakże po pierwsze nie zauważył tego, a po drugie kompletnie go to nie obchodziło, jednakże dla samicy powinno to być chyba powodem obaw... Najwyraźniej jednak nie przejmowała się tym, może po prostu była na to za mało spostrzegawcza, a może w sumie po prostu pełna brawury? Odważna jest... przemknęło przez myśl starszemu od niej smokowi.
A podobno wiek oznacza większą liczbę cierpliwości. Cóż, w przypadku Imlanna chyba to nie działa, albo może musi poczekać jeszcze kilkaset księżyców, aż to się zdarzy, pojęcia nie miał. Z drugiej strony pasowała mu jego impulsywność no i cała ta agresja, bez niej nie byłby sobą, lecz kimś innym, to chyba dość oczywiste.
Stała do niego przodem, okrążył więc ją powoli, nieświadomie napinając i eksponując wszystkie swoje mięśnie, przyglądając się bezceremonialnie smoczycy, przy okazji przejeżdżał też pyskiem po jej grzbiecie, uśmiechając się dość przebiegle. Kiedy znalazł się za nią, lekko naparł klatką piersiową na jej miednicę i uniósł przednią część ciała, by koniec końców opaść na samicę, część ciała opierając na swoich tylnych łapach, w przednie zaś objął jej talię tuż nad biodrami, nie delikatnie ale też i nie mocno, po prostu stanowczo - była odważna, ale nikt nie powiedział, że nie może impulsywnie odskoczyć pod wpływem zaskoczenia. Po chwili przybliżył do niej swą miednicę i znalazł się w samicy, delikatnie i spokojnie poruszając się w środku, nie chciał bowiem, by się przestraszyła, ale czerpała z tego równe zadowolenie, co on i oczywiście przyzwyczaiła się do sytuacji i zapamiętała to jak najlepiej.
- Moja piękna Nereido... - wymruczał nad jej grzbietem, po czym rozłożył szerzej swoje skrzydła.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 2:48 pm

Stałam do niego pyskiem w pysk. Nie wykonałam najmniejszrgo ruchu, gdy rozłożył potężne skrzydła. Uśmiechnęam się keszcze szerzej. Czułam napięcie wiszące w powietrzu. Pozytywne napięcie. Niegy nie robiłam nic podobnego, więc nie miałam pojęcia co się robi, ale moje obawy poszly z dymem.
Obszedł mnie i czasami przejeżdżał pyskiem po moim karku. Staną za mną. Serce waliło mi młotem. Muślałam, że każdy smok na świecie je usłyszy. Czułam jak napina mięśnie. Czułam jak na mnie patrzy. Może to wydawać się dziwne, ale co poradzić? Czułam to i kropka. Nasze ciała styknęły się. Poczułam to tajemnicze łaskotanie w dolnej części brzycha. Nie wiem jak to możliwe, ale moje serce przyśpieszyło bicie. Mrowienie pod brzuchem było coraz większe. Poruszał mają miednicą, aż znalazł się w środku. Poczułam nadchodzącą fale ciepła. Robił to delikatnie, ale za razem stanowczo. Zamknęłam oczy, delikatnie poruszając miednicą. Nie miałam zamiaru stać jak kłoda i kazać Żelaznołuskiemu odwalać całą robotę. O nie! Jak również chciałam mieć w tym czynny udział. Gdy powiedział mi "moja piękna Nereido" mimowolnie się uśmiechnęłam. Usłyszałam szelest rozkładanych skrzydeł. Zamruczałam z roskoszy, jak kociak ktorego drapie się pod brodą.
- Zawsze twoja...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 4:33 pm

Uśmiechnął się do niej szeroko, gdy wypowiedziała te słowa, zaś jego skrzydła stworzyły wtedy nad nimi swoisty baldachim, po czym znalazły się pod kątem prostym. Końcówka jednego z nich, ta zakończona ostrym szpikulcem, przesunęła się delikatnie po łuskach szyi Nereidy, oczywiście nie w celu zrobienia jej jakiejkolwiek krzywdy, jednakże już wkrótce znalazła się na poprzednim swoim miejscu.
Czując, że ta zaczyna z nim współgrać, zamruczał dość głośno, wystarczająco, by usłyszała to Nereida, reszta zaś się niezbyt dla niego liczyła, jedynie to uczucie i chwila, tu i teraz, z szarą, niezwykłą smoczycą, która nie okazała się być jedynie bierną partnerką, nie, ona starała się, by uszczęśliwić go bardziej. Zdecydowanie doceniał to, jednakże on sam nie był już w stanie pozostać na tyle delikatny, opanowany adrenaliną, energią i instynktem, przyspieszał więc co chwilę i pogłębiał swe ruchy, lekko masując udami tą samą część ciała smoczycy, stopniowo zbliżając się do zakończenia tej sytuacji mimo, że chciałby, by trwała jak najdłużej.
Przyspieszając nadal, złapał ją nieco mocniej za talię niż było to poprzednio i przysunął bliżej siebie, wykonując w tym czasie kilka bardzo mocnych i obszernych ruchów, na tyle, by przez chwilę znajdował się poza nią, a już za chwilę dotknął jej końca. Tam poruszył biodrami jeszcze z dwa razy, po czym znieruchomiał na niej, wysoko unosząc skrzydła i głowę, rycząc bardzo głośno i zalewając ją dość dużą ilością swoich genów, bowiem już z księżyc nie oddawał jej żadnej smoczycy. Nawet jego zadziwił ogrom tej powodzi, który częściowo wydostał się i na zewnątrz Nereidy.
Opadł na jej grzbiet, tym razem zrzucając na nią większość swojego ciężaru i pozostał tam, wykonując delikatne i swobodne ruchy, po chwili zaś zsunął się z niej delikatnie, emocje już z niego zeszły.
- Moja piękna Nereido...
Usiadł spokojnie obok niej, składając skrzydła.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 4:55 pm

//Nerka ma skórę Razz

Przesuną szpikulcem po mojej szyi. Trochę łaskotało. Zamruczł całkiem głośno. W każdym razie głośniej, niż ja wcześniej. Zaczą przyśpieszać. Trochę bolało, ale dało się przeżyć. Chciałam, by trwało to jak najdłużej. Livzyliśmy sie tylko my. Ja i Żelaznołuski. Mocniej złapał mnie w pasie i przysuną lo siebie. Czułam jego oddech. Czułam bicie jego serca. Zamknęłam oczy i trochę mocniej i głębiej zaczęłam poruszać miednicą. Pogłębił ruchy i ryknął bardzo głośno. W sumie nie zwróciłam na to najmniejszej uwagi, ponieważ byłam zbyt pochłonięta na ruszaniu miednicą.
Zalał mnie soimi genami. Coś się we mnie zmieniło. Tylko na razie nie wiedziałam co. Trochę z Ardmagarowych genów wydostało się na zewnątrz i leżało na trawie. Spadł na mnie. Cicho jęknęłam, bo nie da się ukryć, ale 11-metrowy smok musi trochę ważyć... Pozostał na mnie przez chwilę, wykonując płynne i spokojniejsze niż dotychczs ruchy.
Potem osunął się na ziemię i usiadł obok mnie. Wycieńczona posłałam mu ciepły uśmiech. Łaskotało mnie, ale w górnej części brzucha. Odetchnęłam. Spojrzałam Żelaznołuskiemu w oczy i zatrzepotałam rzęsami. Nagle się trochę zaniepokoiłam. Jak już jestem, przynajmniej tak mi się wydawało, w ciąży to co teraz?
Ardmagarze, co będzie teraz?


Ostatnio zmieniony przez Nereida dnia Sob Sty 23, 2016 5:39 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 5:33 pm

* ryknąŁ, osunąŁ. Wink Uważaj na końcówki.

Wyciągnął lekko łapę w stronę Nereidy, uśmiechając się do niej tajemniczo, po czym, o ile się nie opierała, przyciągnął ją do siebie i lekko połaskotał pyskiem skórę na jej szyi. To dziwne, że nie miała łusek, zapewne jakaś cecha recesywna, miał jednak nadzieję, że pisklęta odziedziczą po nim pancerz, mimo wszystko czułby się wtedy spokojniejszy o ich życie, łatwiej jest zranić kogoś, kto ma skórę niż smoka z ochroną w postaci łusek.
Właśnie teraz przyszło mu do głowy, że Eskar nie ma łusek na grzbiecie, tylko bardzo grube futro... Czy ono samo będzie stanowić dla niej wystarczającą ochronę, a może po prostu ma łuski pod spodem? Miał nadzieję, że to drugie, nie chciał, by jego potomstwo zniknęło z powierzchni świata. Właśnie, będzie musiał odnaleźć Khalida i Eskar i spędzić z nimi trochę czasu... Bo czemu niby nie?
Pytanie, które zadała było dość ważne więc, chociaż w tej chwili wolałby je zignorować, zmienił zdanie, uznając, że on już tymczasowo swoje dostał, teraz i jej się trochę uwagi należy.
- Będzie co będzie - odpowiedział, poruszając lekko końcami skrzydeł, co zapewne miało być odpowiednikiem ludzkiego wzruszenia ramionami. - Jeśli się okaże, że właśnie stworzyliśmy wylęg, złożysz jaja w jakimś bezpiecznym miejscu, one się wyklują, po czym wychowamy nasze pierwsze potomstwo - miał nadzieję, że wspomni coś o następnych wylęgach, o które mogliby się postarać, gdyby okazała się dobrą matką. - Dobrze się czujesz?
Pod koniec niezbyt nad sobą panował, chociaż i tak nie wkładał we wszystko swojej pełnej siły, miał nadzieję że nie przesadził i że nie zrobił jej żadnej krzywdy czy też nie sprawił jakiegoś bólu... Wolałby, by wypowiedziała się na ten temat, by go upewnić, czy postąpił dobrze.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 5:51 pm

A co jeśli nie zaszłam w ciążę? Co jeśli pisklęta umrą zaraz po wyjściu z jaj? Co jeśli okaże się złą matką? Takie myśli chodziły mi po głowie. Spojrzałam na Armagara. Połaskotał mnie w szyję swoim pyskiem. To wyrwało mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Gdy odpowiedział na moje pytanie, wyraźnie mi ulżyło. Potem zapytał się czy dobrze się czuję. Chciałam już odpowiedzieć, że tak i wszystko w porządku, ale w mojej głowie pojawił się pomysł. Uśmiechnęłam się zagatkowo, a potem wszystko się zmieniło. Położyłam się na ziemi i zaczęłam udawać, że mnie coś boli.
- Nie, umieram!
Po chwili nie wytrzymałam. Wybuchnęłam śmiechem, odsłaniając przy tym moje śnieżnobiałe kły. Śmiejąc się dalej, wstałam i położyłam się obok Ardmagara, kładąc głowę na jego łapach. Uśmiech nie znikał z mojego pyska. Miałam nadzieję, że nie zrozumie źle mojego zachowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar


Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 7:20 pm

Szkoda, że nie odpowiedziała na jego wątpliwości w sprawie przyszłych wylęgów i jej samopoczucia, aczkolwiek uznał, że nie warto się tym przejmować, możliwe, że po prostu nie poznała go wystarczająco i tyle. Miał przynajmniej nadzieję, że, gdy poznają się lepiej, łatwiej będzie odgadywać, co właściwie Żelaznołuski ma na myśli...
Aczkolwiek zdecydowanie w jednej kwestii doskonale domyślała się tego, co podpowiadał mu umysł w sprawie ideału. Reszta... reszta jest milczeniem, ciszą, która wkrótce mogła przerodzić się w piękną melodię. Swoją drogą, miał nadzieję, że samica już wkrótce złoży jaja i że już niedługo zobaczy swoich potomków.
Z uśmiechem pogładził leżącą po karku, po czym legł obok niej, a głowa opadła mu na ziemię z ciężkim westchnieniem, które wydobyło się z jego klatki piersiowej. Leżał tuż za nią, można więc powiedzieć, że czuła na sobie każdy jego oddech a już na pewno ruchy żeber i mięśni znajdujących się nad rozwiniętymi dzięki wielu polowaniom i długim lotom płucami, tak jak i w ten sam sposób wytrenowanemu wielkiemu sercu.
Ani na chwilę nie dał się nabrać na to, że umiera czy cokolwiek się dzieje, leżał przy niej spokojnie, nawet, gdy ta zanosiła się śmiechem. Leniwym ruchem uniósł nad nich jedno skrzydło niczym baldachim, po czym objął ją łapą w talii, tak, jak robił to całkiem niedawno, aczkolwiek zdarzyło się to w innej sytuacji. Przysunął ją do siebie, kładąc na jej nodze jedną swoją i lekko gładząc ją po brzuchu. Po chwili oczy Imlanna zamknęły się i zaczął oddychać miarowo, zaś skrzydło opadło w dół, przykrywając szarą, zmęczony dość sporymi dwoma rodzajami wysiłku, jakie całkiem niedawno przeżył, samiec oddychał głęboko, przytulony do Nereidy.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Nereida
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 320
Join date : 06/01/2016
Skąd : Himalaje

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Sob Sty 23, 2016 7:33 pm

Objął mnie w tali i podniusł skrzydło tworząs w ten sposób baldachim. Położyłam głowę na jego szyi. Gdy tak leżałam przytulona do Żelaznołuskiego, zaczą boleć mnie brzuch. Coś się jakby poruszyło. Cicho jęknęłam.
-Ardmagarze, brzuch mnie boli...
Tylko tyle mogłam powiedzieć, bo nie byłam pewna skąd sie ten ból bierze. Spojrzałam na samca.
- To już czas.
Miałam nadzieję, że zrozumie o co mi chodzi. Na pewno. Postarałam się rozluźnić mięśnie, ale słabo mi to wychodziło. Znowu się poruszyło. Trochę zaczęło kręcić mi się w głowie. Ale tylko trochę. Wiedziałam, że muszę wrócić na tereny Ardu Zalam, bo dzieci nie będę przyzwyczajone do tamtejszych mrozów. Podniosłam się do pozycji siedzącej i spojrzeałam na Żelaznołuskiego. To, że byłam w zaawansowanej ciąży, nie znaczy, że ruszałam się ociężale. Głado wzbiłam się w powietrze, lecąc za Imlannem.

[z/t] za nas oboje
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lyssa
Szeregowy
Szeregowy


Liczba postów : 408
Join date : 01/01/2016

PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Pią Lut 05, 2016 3:10 pm

Leciałam powoli, można powiedzieć, że leniwie, wypatrując jakiejkolwiek zwierzyny, która uspokoiła by mój domagający się jedzenia żołądek. W pewnym momencie, zauważyłam mieliznę, mocno wyróżniającą się jasnym kolorem na tle nieco, no w porządku, sporo ciemniejszej rzeki. Zauważyłam też kilka szarawych, małych punktów, brodzących w wodzie, nie spodziewających się żadnego niebezpieczeństwa. Czaple... Lubie czaple. Drób nigdy nie jest zły na pozbycie się głodu. Już miałam zapikować w dół, kiedy spostrzegłam te dwie nieco większe, brązowe plamki. A tu widzimy łanie... Co wybrać? Mam dylemat... Koniec końców, postanowiłam zapolować na czaple. Stanowią większe urozmaicenie, poza tym, kto pierwszy, ten lepszy, prawda? Krążyłam jeszcze chwilę nad zwierzyną, próbując wybrać odpowiedniego osobnika. Wybór padł ostatecznie na największego z ptaków, pewnie przewodnika stada, albo coś podobnego, o ile coś takiego występuje u czapli. Co prawda, różnica między nim, a pozostałymi ptakami była ledwo widoczna, ale co tam, trzeba umieć docenić takie rzeczy. Zapikowałam w dół, z dużą prędkością, gotowa w każdej chwili wykonać odpowiedni manewr, gdyby stado zorientowało się, że zamierzam zjeść jednego z nich. w ostatniej chwili, jeden z ptaków wydarł się wniebogłosy, jednak reakcja była zbyt wolna. Wysunęłam do przodu tylne nogi, błyskawicznie porywając w przestworza upatrzoną zdobycz. W powietrzu mocno ją ścisnęłam, łamiąc jej skrzydła, czemu towarzyszył przyjemny, charakterystyczny trzask. Szybko wylądowałam niedaleko, przyglądając się mojej ofierze. Nadal żyła, więc uśmiechnęłam się lekko sadystycznie. Czemu nie, chwilę się pobawimy. Mocno trzymając ptaka jedną łapą, drugą niczym prawdziwy mistrz rzeźnictwa przecięłam mu brzuch, starając się ignorować jego ciągłe, irytujące bicie skrzydłami. Dla pewności, prawym skrzydłem nacisnęłam jego tchawice, jednocześnie dusząc ptaka i łamiąc mu kark. Martwą już teraz czaplę, szybko i zgrabnie oczyściłam z piór, żeby nie właziły mi między zęby, po czym zionęłam na nią ogniem. Już po chwili delektowałam się moją pieczenią drobiową, zastanawiając się, czy stanie się coś ciekawego. Kiedy nic nie nastąpiło, wzniosłam się w powietrze i odleciałam, zostawiając kupkę czaplich kości na pastwę losu.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mielizna Aindifae   Today at 4:54 am

Powrót do góry Go down
 
Mielizna Aindifae
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Qashar :: Ziemie Niczyje :: Jezioro Falash :: Ujście Aindifae-
Skocz do: