A long time ago in a land far away there was a place where dragons decided to stay.
 
IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Wyspa skalna

Go down 
AutorWiadomość
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Wyspa skalna   Pią Sty 08, 2016 10:33 pm

Jest to półka skalna nazywana wyspą, ponieważ rośnie tu sporo sosen oraz kosodrzewiny. Nie wieje tu wiatr, ponieważ ta przestrzeń jest z trzech stron okryta skałami pokrytymi runami. W zagłębieniu w kamieniu jest małe, ale czyste źródełko. Jedyną wadą tego miejsca jest to, że w wysokiej, zbrązowiałej trawie nie żyje żadne zwierzę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pią Sty 08, 2016 10:42 pm

Leciała szybko, na tyle jednak, aby nie ryzykować. Bądź co bądź, nie dbała już tylko o siebie.
Wylądowała prędko w upatrzonym miejscu idealnym na gniazdo. Zaczęła zbierać trawę i układać ją w środku lasku, w miejscu spokojnym i ocienionym.
-Możesz mi pomóc... Albo umilać przerwy. Zaśmiała się głośno.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar
avatar

Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pią Sty 08, 2016 11:20 pm

Leciał tuż za nią, z uśmiechem na pysku, ale była to jedynie pozostałość, jaka została w nim po chwili sprzed jej dramatycznego odlotu. Szybko zniknął on z jego pyska, zmieniając się wręcz w namacalną furię. Wcześniej, zdezorientowany, został w grocie, jednakże dzięki wściekłości, która dodała siły jego i tak już dużym, a więc pozwalającym na szybkie loty skrzydłom, zdołał bez problemu dopaść Vavoice i już w powietrzu wręcz leżał na niej, chwytając ją gdzieś w talii i tak właśnie, niemalże niosąc ją niczym jakąś dziwnie wielką górską kozicę, dolecieli na jakąś skalną wysepkę.
Tuż przed wylądowaniem przestał ją trzymać, zamiast tego zaś zamachnął się mocno skrzydłami, z namacalnym zdenerwowaniem na nią, po czym wylądował kilka metrów dalej, z głośnym hukiem, który sprawił wręcz, że ziemia zadrżała.
Odwrócił się, na wpół sycząc, na wpół warcząc, w stronę samicy. Zdecydowanie nie wolno zostawiać samca w takim stanie i w takim momencie, zaś ona to zrobiła, tylko po to, żeby teraz siedzieć sobie pośród jakichś patyków. Sądził, że zdecydowanie powinna mu to zrekompensować, ale nie, kiedy było już lepiej i czuł wręcz, że jednak dobrze postąpił, a ona jest cudem na Ziemi, ona odleciała, zostawiając go z ogromnym niedosytem.
Nie złożył skrzydeł, lecz miał je rozłożone i uniesione u swoich boków, przez co tylko lepiej było widać jego rozmiary. Chciał dokończyć to, co zaczął i to natychmiast. Zdecydowanie lepiej by dla niej było, gdyby już teraz znalazła się pod Żelaznołuskim.

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pią Sty 08, 2016 11:40 pm

Zrobiła to specjalnie, trochę na przekór samcowi, trochę po to, aby czuł niedosyt, ale nie rozdrażnienie!
-Więcej dostaniesz, jak będziesz grzeczny. Widziała pełną furii mimikę i zachowanie Imlanna. Nie uciekła od niego, chciała, aby został z nią. I tak, jest cudem na Ziemi. I nie miała zamiaru zostawiać drugiego cudu.
Trawę formowała w kształt okręgu, dbając o wysokość ścianek. Co jakiś czas wchodziła przednimi łapami do środka udeptując podłoże. Nie zwracała uwagi na samca, który właśnie odprawiał jakiś dziki taniec wokół niej, próbując się na nią wspiąć. O to jej chodziło. Uparcie, stanowczo, ale delikatnie wciąż i wciąż strącała go że swojego grzbietu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar
avatar

Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pią Sty 08, 2016 11:58 pm

Ani razu nie próbował znów jej dosięgnąć, po prostu stał tak przed nią z uniesionymi skrzydłami. Imlann nie ukrywał nawet swoich emocji, po chwili jednak jego oddech uspokoił się i wyrównał, zaś sam samiec także opanował rozszalały umysł i dezorientację - jeszcze przed chwilą był w jego siedzibie razem z nią, teraz zaś tu, na chłodnym powietrzu, bez lawy i bez niej, mimo wszystko był to pewien rodzaj szoku. Teraz jednak ten szok ulotnił się z umysłu Imlanna niczym mgła o poranku, a zastąpiła go standardowa dla niego chłodna logika i kalkulacja. W sumie, pożądanie też mu przeszło, był Ardmagarem, nie byle jakim i dość silnym smokiem, w każdej chwili mógł porwać do lochów jakąś smoczycę, jednakże póki co nie zamierzał naruszać pokoju. Póki co.
Budowała sobie coś, nie zwracając na niego w ogóle uwagi, a jeszcze przed chwilą biegała wokół niego jak kwoka wokół jajka... Cóż, widocznie to prawda, że smoczyca zmienną jest i Imlann w tej chwili mógł to potwierdzić. Mogła sobie milczeć ile chciała, w tej chwili niezbyt zwracał na to uwagę.
Widział, jak go ignoruje...
Doskonale, w takim razie postanowił, że zrobi to samo, chociaż w zasadzie powinien ją porwać... Cóż, jeśli długo pozostanie tu sama, z pewnością postąpi tak ktoś inny.
Z impetem odbił się od ziemi, po czym uniósł się w powietrze, odlatując bez słowa. W sumie, swój cel osiągnął i póki co nie zamierzał liczyć na nic więcej.

[z/t]

_________________
Podpis we względnej budowie, chociaż nie jest nawet w jej połowie, szukajcie ludzie może chociaż tej pociechy, że nie widzicie jego bezsensu, takiej zwykłej strzechy.

Zastrzeżone: X, avy czarnych smoków z panterą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Sob Sty 09, 2016 1:13 pm

Nie wiedziała, co w nią wstąpiło i dlaczego tak się zachowywała. Po prostu może myślała, że to podziała, ale było coś jeszcze: jajka chciały wydostać się już na zewnątrz jej ciała. Nie miała czasu nawet po poprawiać gniazda, tylko od razu wzięła się do składania zalążków nowego życia. Bardzo bolało. Położyła się na jajach i odpoczęła, przysypiając.
Kiedy się obudziła, dopiero wyszła z amoku instynktu macierzyńskiego. Zauważyła, że nie ma przy niej ukochanego.
-Imlann? Zawołała pytająco z niepewnością w głosie. Szukała go w małym lasku, przy ścianach, aż w końcu przy źrudle. Nigdzie go nie było. Co to był za skrzek?
Szybko podbiegła do gniazda, tam gdzie usłyszała dźwięk.  Na ściance zrobionej z trawy siedział właśnie orzeł, pałaszując się jednym z trzech jaj. Nie wiedziała, co z pozostałymi. Ptaszysko patrzyła na nią, jakby nigdy nic. Vavoice wpadła w szał. Pobiegła na oślep, złapała ptaka za nogę. Jej oczy zapłonęły furią. Nie zwracała uwagi na razy wymierzane solidnym dziobem. Nie o
puszczała nogi, tnąc jego głowę pazurami. Odleciał, ale bez oka i połowy nogi. Wiedziała, dlaczego to się stało. Jedno z jaj było zniszczone. Gdyby tylko Imlann został, nie doszłoby do tego...
Zaczęła płakać, pełna zgryzoty. Zawołała ponad górami, z całych sił:
-IMLAAAAAAN!!!
Opadła na ziemię, rycząc z wściekłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar
avatar

Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Sob Sty 09, 2016 3:59 pm

Po pewnym czasie Imlann wrócił, wystarczająco wcześnie, by zauważyć orła w powietrzu. Póki co nie wiedział, które z kolei było to jajo - gdyby okazało się pierworodnym ich związku, poczułby wściekłość, ale jeśli miałoby być słabe - zapewne nic by sobie z tego nie robił, sam nie raz zabijał najmniejsze jaja, by uniknąć wychowywania słabego potomstwa, zamiast tego podając mięso tym silniejszym.
Widząc ptaszysko, które leciało niżej od niego, zanurkował szybko, przyciskając skrzydła do boków, po czym rozłożył je, kiedy znalazł się tuż za orłem. Uderzył go łapą, patrząc, jak orzeł koziołkuje w powietrzu, tracąc równowagę. Leciał za nim, kiedy ten spadał przez chwilę, jednakże ten, mimo poturbowania zaczął znów się wznosić. Tak na prawdę Imlann mógłby go zabić jednym trafnym i wystarczająco mocnym i szybkim ciosem, jednakże on wolał się najpierw pobawić swoją ofiarą, a dopiero późnej ją zabić. W końcu to on powinien zniszczyć najsłabsze jajo, nie jakiś ptaszek. Leciał więc za nim dalej, co chwilę podlatując bliżej i uderzając orła łapą bądź wytrącając z równowagi ogonem, w końcu jednak zatrzymał się w powietrzu, machając skrzydłami, przez co mógł wyglądać niczym groteskowo wielki koliber. Imlann otworzył szeroko pysk, z którego wypłynęła rzeka płomieni, całkowicie pochłaniając orła swoją ognistą tonią. Ogień Żelaznołuskiego ma to do siebie, że jest na tyle gorący, by nie tylko palić, ale i wręcz topić, niczym bomba atomowa, dlatego też z ofiary nie zostałyby nawet kości, jednakże ten w ostatniej chwili zamknął pysk, przez co można było zobaczyć nieco zwęgloną z wierzchu zdobycz, mimo, że znalazła się w ogniu tylko przez sekundę. Zaczęła spadać, jednakże Imlann także zanurkował, otwierając paszczę, przez co już po chwili mógł ją zamknąć i połknąć orła - wszelkie pióra się spaliły, zaś puste w środku kości były niczym dla żołądka tak dużego smoka.
Dopiero po chwili zauważył, jak daleko odleciał, był na samej granicy między Terenami Niczyimi a obrzeżami terytoriów jego Ardu.
Zawrócił, wiedząc, że nie był to zbyt sycący posiłek, ale mimo wszystko mu on wystarczał. Wylądował na wyspie z cichym towarzyszącym temu odgłosem i, trzymając skrzydła poziomo, złożone tylko do połowy, podszedł do trzech jaj... Z których jedno nie mogło być tak nazwane. Widział tam rozwinięte już pisklę, rozwinięte, ale martwe, bo nie wykluło się wtedy, kiedy powinno. Nie przejął się zbytnio sytuacją - jajo było małe, a potomek słaby, było widać, że zostało wyklute jako ostatnie. Chwycił je w łapę, po czym wyrzucił w przepaść wraz ze skorupkami, owodnią, omocznią i substancjami odżywiającymi.
- Mówiłem, żebyś nie zwracała się do mnie po imieniu - powiedział jedynie. Co prawda byli już raczej na wystarczającym stopniu spoufalenia, chodziło jedynie o to, co zrobiła i jak się potem zachowała. To nie jajo było tu problemem, i tak by je zniszczył.


Ostatnio zmieniony przez Imlann dnia Sob Sty 09, 2016 4:48 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Sob Sty 09, 2016 4:35 pm

-Dobrze... Wybacz. Przepraszam... Smoczyca patrzyła się tępo w kierunku w którym Arcymag wyrzucił jajo, a raczej to, co z niego zostało. Była rozdarta, po raz kolejny. Jej brzuch głośno dał znać o tym, że dawno nie miał czegoś do trawienia, ale na co jej to było? Jakaś część jej tak po prostu zwiędła. Nie miała już siły płakać, rozpaczać, być wściekła. Usiadła w miejscu, w którym stała i smętnie opuściła szyję, bezmyślnie patrząc Bóg Wie gdzie. Nic jej nie obchodziło, a już na pewno nie jajka. Po dłuższej przerwie dodała:
...Ardmagarze.
Jak łatwo było zniszczyć kruche życie. Jeden jedyny ruch łapy Żelaznego, i po ich wspaniałym dziecku nie było już śladu. Nie rozpaczała, tylko rozmyślała, o przeszłości i przyszłości. Nie ruszyła się z miejsca, chodź wiedziała, że powinna ogrzewać jaja ciepłem swojego ciała. Nic nie miało sensu, mogła tak tylko siedzieć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eskar Jasnołuska
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Nie Sty 10, 2016 4:37 pm

I wtedy właśnie największe, najstarsze jajo, to biało, czarno, błękitne, wyglądające niemal jak zmieszane ze sobą kolory mgły bądź dymu, jakichś toksycznych oparów, bo taki był eteryczny wzór na jego grubej skorupce, której nawet tamten orzeł nie mógł przebić, twardej jak przyszła psychika Eskar, zakołysało się gwałtownie, wypadając z gniazda i zaczęło się toczyć.
Tocząc się, gwałtownie powstawały na nim różne pęknięcia i szczeliny, wiadomo było, że nie jest to wina nierówności terenów - skorupa była wręcz rozrywana od środka, zupełnie, jakby coś wściekłego próbowało ją zniszczyć, coś bardzo silnego, nie tylko psychicznie, ale i fizycznie, próbowało ją rozerwać od środka. Doskonale wiadomo było, czym jest to coś - pisklak, który dotychczas siedział spokojnie w jaju, teraz wydostawał się z niego gwałtownie, nie chcąc już dłużej znajdować się w jego ciasnej przestrzeni.
Toczyło się na tyle szybko, że z pewnością nikt nie był w stanie powstrzymać katastrofy. W pewnym momencie rozerwało się wręcz na strzępy - rozpad został umożliwiony przez uczynione wcześniej duże pęknięcia - zatrzymując się na skale, a pisklę zostało z niego wybite... Prosto w przepaść, głęboką, bez szans przeżycia, spadając w dół dzięki grawitacji, trzydzieści dwie stopy na sekundę kwadratową... Rodzice mieli okazję zobaczyć jedynie rozmazaną biało-czarno-granatową plamę, zanim znalazła się już poza krawędzią.
Bez szans ratunku.

Ale tutaj zadziałał instynkt pisklęcia, które rozłożyło w ostatniej chwili skrzydła, jeszcze nie do końca wyschnięte, przez co nie nadawały się jednak mimo wszystko do lotu, pozwalały jednak szybować. Tak oto młoda dotarła do jakiejś półki skalnej, gdzie stała tak dumna, rozkładając skrzydła, nawet nie zauważona przez rodziców, nie pod tym kątem, pod którym poleciała i bo była o wiele niżej od nich. Po chwili jednak skrzydła wyschły, jak i cała smoczyca, przez co matka nie będzie jej musiała czyścić, zrobił to wiatr i słońce jutrzenki...
Bez ryzyka nie ma zabawy.
Jak każde młode pisklę, działała bardziej instynktem niż rozumem, jak każda samica dużą uwagę zwracała na swoją intuicję... Kto wie, może też miała jakieś skłonności samobójcze albo w jajku coś ją odurzyło?
Skoczyła prosto w kolejną przepaść, z rozłożonymi skrzydłami, by już po chwili machać nimi, z początku jedynie szamocząc się w powietrzu bez wyczucia, po chwili zaś lecąc już pewnie, w niemal prostej linii, wznosząc się w górę, chociaż to proste nie było.
A potem, nagle, zupełnie z nikąd, wylądowała przed obojgiem swoich rodzicieli i jakimś innym, niewiele póki co znaczącym dla niej jajem, rozkładając skrzydła i zaskrzeczała głośno, otwierając pysk i wysoko zadzierając głowę, krzycząc do nieboskłonu, wysokich gór wokół nich i całego świata, oznajmiając swoje przybycie tutaj, zapowiedź przyszłego potężnego ryku. Dopiero potem omiotła wzrokiem oba znajdujące się w pobliżu smoki, jej pysk nie zdradzał żadnego wyrazu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Khalid
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Nie Sty 10, 2016 4:49 pm

Ciasno i zimno. Byly to pierwsze bodzcce, ktore docieraly do swiadomosci niemego pisklaka. Nie wiedzial komu mialby dac znac, ze mu to nie odpowiada. Zdretwiale konczyny domagaly sie rozprostowania. Maly smok warknal, lecz miast powaznego odglosu, wydobyl z siebie ledwo cichutki pisk. Chcial potrzasnac lbem, ale i na to nie bylo miejsca. Jeszcze troche i dopadloby go uczucie klaustrofobii. Dodatkowo mogl zmarznac, a to juz mialo powazniejesze konsekwencje. Poczal wiercic sie i podskakiwac. Wszystko byleby tylko uciec z tej pulapki. Czul ogromna chec zycia, czul, ze musi isc dalej. Nie wolno mu sie poddac. Juz na pewno nie zostanie pokonany przez byle skorupke. Wprawil w ruch swoje jajko, ktore zaczelo podskakiwac i turlac sie po calym gniezdzie. Ze srodka wydobywal sie nerwowy skrzek. Z calej sily rozparl skrzydla i konczyny. Wlasnie w tej chwili skorupka popekala i z jajka wylonilo sie smocze piskle. Byl to czarny jak smola okaz samczyka z bialymi pazurkami i blekitnymi oczyma. Otrzepal sie jak kociak po czym stracil rownowage i sie przewrocil. Zarzucil bloniastymi skrzydlami i cala swoja uwage skupil na tym azeby wstac. Po chwili udalo mu sie. Stal dumny i zafascynowany nowym swiatem. Wczesniej znal tylko wnetrze swojego jajka. No i czasami gdy GLOS do niego mowil. To bylo piekne wspomnienie, musial odszukac GLOS.
Nagle jego genialny sluch wylapal szmer, pozniej pysk. Mlody smok warknal, tym razem wydobyl z siebie niski, gardlowy charkot. Zamachal ogonem, ktory nie byl niczym zakonczony, jakoby u zwyklej jaszczurki. Zwrocil szlachetna glowke w kierunku szmeru. Po chwili ruszyl biegiem i skoczyl za stary pien powalonego drzewa. Z rozwarta paszcza pelna bialych zebow natrafil na dwa szczury. Zwierzeta ewidetnie go uslyszaly gdyz juz rozpoczely ucieczke. Jednak on byl smokiem i nie z nim takie numery. Pierwszy raz byl nietrafiony, gdyz uderzyl lapa tuz obok zdobyczy. Natomiast za drugim wygazal sie instynktem glodnego smoka. Odbil sie silnymi, jak na swoj wiek, tylnymi lapami i skoczyl w kierunku umykajacego posilku a rozwarte lapy zlapal jednego ze szczurow, dosc sporego swoja droga. Impet skoku pozwolil przygwozdzic zdobycz do ziemi, Khalid ja zlapal i scisnal - wbijajac biale pazury w korpus szczura. Druga lapa chcial dosiegnac innego gryzonia, ale ten umknal juz do norki. Mlody smok mruknal zadowolony z siebie i odebral ostatnie tchnienie szarego zwierzatka, odgryzajac mu glowe.
Szczesliwy wrocil do gniazda. Zafascynowany patrzyl na dwa ogrone smoki. Jego blekitne oczy lustrowaly wszystko w okol. Wreszcie byl wolny.


Ostatnio zmieniony przez Khalid dnia Nie Sty 10, 2016 4:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Nie Sty 10, 2016 4:51 pm

Vavoice siedziała dalej, nie mając ani ochoty, ani zamiaru ogrzewać jaj. W tej chwili wegetowała po prostu bezczynnie. Nie zauważyła, kiedy coś małego, długiego i padalcowatego, a na pewno nie smoczego, wypadło z gniazda. Myślała, że zrobiła inkubatornię wystarczająco daleko od krawędzi uskoku, ale widać się myliła. Następnym razem nie popełni tego błędu. Jeżeli będzie następny raz.
Przed nią wylądowało to długie coś; po chwili, jakąś ostatką instynktu zrozumiała, że to jej pisklę. Już wiedziała, że wszystko będzie w stosunku do młodej intuicyjne, że nie będą darzyć się zbytnią miłością. Samiczka była zbyt podobna do ojca, a raczej... Do ciemnej strony swojego ojca.
Mimo tego musiała ją wylizać, i udawać, że wszystko jest dobrze. Robiła to dla Imlanna, żeby choć on myślał, że wszystko w porządku. Jej własne dziecko... Było odmieńcem... Brzydziła się go i bała. Było zbyt...
-Eskar.. -Szepnęła cicho z niepokojem.
Odwróciła się, ale nie widziała też drugiego jajka, tego niebiesko-fioletowego. Z krzaków wyskoczył młody Samczyk, cały czarny, z podobnymi do niej samej oczami, szponami i kształtem skrzydeł. Z trudem podniosła się, dźwigając się na zwaciałych przednich łapach. Chciałabym tylko chwili spokoju z Imla... Ardmagarem.
Drugie smoczątko bardziej przypadło jej do gustu. Niemrawo, ale z miłością całe je wylizała, aby skłonić jego żyły do lepszej pracy. Kiedy skończyła, spojrzała prosząco na Żelaznołuskiego. W jej oczach był cień chandry.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eskar Jasnołuska
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 57
Join date : 10/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pon Sty 11, 2016 9:05 pm

Ciekawe dlaczego miałaby być odmieńcem, futrzaste albo pierzaste smoczątka występowały rzadziej, bo po prostu te cechy zapewne były recesywne, absolutnie przecież nie oznaczało to jednak, że jest ona odmieńcem, po prostu była rzadziej spotykana, a przez to piękniejsza...
Może i była podobna do ojca.
Ale jej ojcem był sam Imlann Żelaznołuski, Ardmagar, chociaż przecież z drugiej strony nie zdawała sobie z tego sprawy. Doskonale wiedziała jednak że najwyraźniej jej matka nie darzyła jej zbytnim uczuciem, faworyzowała brata. I zdecydowanie mała wydra nie miała ochoty być w ten sposób traktowana, jej pierworodna, jedyna córka...
A i tak ta faworyzowała jej syna i wolałaby zapewne, by to on był pierworodny. Dlaczego? Bo był zwyczajny? Wtedy to właśnie w ciele i umyśle młodej smoczycy zrodziła się nienawiść, wręcz instynktowna, ją matka czyściła z minutę, a ten dalej siedzi w jej ramionach... Zdecydowanie nie podobała się jej perspektywa bycia na drugim planie.
I prawdopodobnie raz na zawsze znienawidziła swoją matkę.
Wtedy to właśnie w jej piersi wezbrał warkot, nie warkot pisklaka, ale taki, który powinien należeć do smoczycy dorosłej, a jedynie cichszy z racji gabarytów jej, jej krtani i jej strun głosowych. Wściekła, rozwinęła skrzydła, po czym zeskoczyła z urwiska, odlatując, zostawiając obmierzłego matkę i brata, nie wiedząc nawet, czy kiedykolwiek ich zobaczy, bowiem przecież nawet ich nie poznała, by ich utracić... Możliwe, że młode pisklę nie w pełni rozumiało swoją decyzję i związane z nią niebezpieczeństwo...
Ale mimo wszystko ją podjęło.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Khalid
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pon Sty 11, 2016 9:28 pm

Khalid wiedziony swoja chlopieca duma wyrywal sie matce. Bo przeciez to wstyd. Kto to widzial zeby matka lizala tak dumnego smoka jak on. Ale czy byl dumny? W kazdym razie byl wciaz dzieckiem. Tylko pisklakiem, ktory jeszcze nie zasmakowal zycia. Pwnym bylo iz posiadal zbyt malo stazu na swoim koncie azeby okazywac cynizm. Swoja siostre widzial tylko przelotnie. Byla inna niz on. Zupelnie. Chcial skoczyc do niej czujac ta dziecieca potrzebe bliskosci, ale ona juz odleciala. Tylko dlaczego? To nieme dzieciece pytanie klebilo sie w jego szlachetnej glowce. Patrzyl przez chwile za futrzasta smoczyca, ale ta zniknela w oddali. Odwrocil sie do matki i poslal jej pytajace spojrzenie. Nie potrafil wytlumaczyc sobie tego co sie stalo. Ale wiedzial jedno, odnajdzie siostre. Z pomoca rodzicow czy tez bez. Nie czul sie faworyzowany. Bylo mu zwyczajnie zimno a dzieki zabiegowi pielegnacyjnemu mocniej zlapal sie zycia. Byl mlodszy, ale to nie oznaczalo slabosci. Moze i nie byl pelen nienawisci jak Eskar. On chcial odkryc swiat, zlapac w szpony. Bo przeciez zycie jest najwiecej warte gdy sie je stawia na jedna karte, tak? Chcial kreslic wlasna droge, ale bal sie nieznanego. Nie wiedzial co czai sie w mroku. Szybko powrocil do matki. Rozkladajac skrzydla unosil dumnie glowe. Dostal szanse, musial zagrac w tej smiertelnej grze.
Warknal na smoczyce. Jednak nie byl to zlowrogi gest. Bardziej zacheta do zabawy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pon Sty 11, 2016 9:29 pm

To nie było tak, że Vavoice nie kochała swojej córki. Uważała, że nie była podobna ani do niej, ani do ojca. Była... Sobą. Bezczelną oraz bezpośrednią sobą. Normalnie, zaczęłaby szukać swojego dziecka, ale o Elskar nie bała się. Wiedziała, że sobie poradzi.
Młodego lizała dłużej, był jednak odrobinę słabszy. Kiedy warknął na nią, aby się bawić, zrobił to tak... Uroczo i poczciwie.
Nie miała ochoty na zabawę, ale nie chciała zawieść małego. Wysiliła się na słaby uśmiech i łatwo przewróciła go łapą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Khalid
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Pon Sty 11, 2016 10:35 pm

Zawarczal rozjuszony. No interesowalo go, ze smoczyca byla od niego znacznie wieksza. Ba, byla ogromna, przynajmniej z jego perspektywy. Aczkolwiek w niczym to nie wadzilo. Khalid czul sie nawet zobowiazany do pokazania zabkow. Byl samcem, tak? A wrodzona duma ujawniala sie juz od najmlodszych lat. Nie istotne jak silna byla obrona. Nawet na betonowym murze mozna zrobic ryse, z czasem rysa sie powieksza do rozmiarow szczeliny. Wystarczy pracowac wytrwale azeby przebic sie przez linie obrony. Nie wazne ile razy upadasz, wazne ile razy wstajesz. I ta dewiza uformowala sie w jego czarnej glowce. Blekitnymi zrenicami lustrowal smoczyce. Zdecydowanie byla piekna, nawet wiecej. A rogi ukladaly sie w diadem. Nie, to byla korona. Nie bylo czemu sie dziwic, ze Imlann wybral wlasnie ta samice. Jedyne co mlody smok wiedzial o swoim ojcu to zapach wciaz unoszacy sie na wyspie skalnej. No i ton glosu, niski, wladczy. Jednak slowa docieraly do niego jakby przycmione, w koncu byl wtedy tylko jajkiem. A teraz? Kim byl teraz? Zacnym mlodym smoczyskiem. Od samego poczatku ukazal swoj wyjatkowy instynkt przetrwania. Och, gdyby matka wiedziala jak wielka jest w nim wola zycie, nigdy nie nawzalaby go slabym. Zwyczajnie byl inny od siostry. Zycie bylo teatrem, a on z czasem pokocha scene. Trzeba miec wiele masek, zeby sobie poradzic w tym falszywym swiecie. Ale nie o tym teraz.
Mlody Khalid ponownie warknal. Wyswobodzil sie spod lapy matki i skoczyl w kierunku skrzydla. Niestety (jakzeby inaczej) poslizgnal sie na mokrym mchu. Z rozszerzonymi zrenicami mknal w zawrotnym tepie w dol. Na nic zdalo sie wbijanie pazurow. Bylo nazbyt slisko. Gdy byl na skraju urwiska przelknal sline. Instynkt przypomnial mu kim jest i co powinien zrobic. Szeroko rozpostarl skrzydla, ktore uniosly go ku gorze. Coz za wspaniale uczucie! Jako istota zrodzona z wiatru, nigdzie nie mogl czuc sie lepiej. Przechylil leb przygladajac sie czarnym, bloniastym skrzydlom. Tak jak i siostra byl zmuszony do swojego pierwszego lotu. Czul sie silny, a mogl stac sie jeszcze silniejszy. Zatoczyl kolo i wrocil do matki. Wydal z siebie belkotliwy skrzek i niezgrabnie wyladowal obok niej. Coz, ladowaniem nazwac tego nie mozna. Ale nie badzmy zlosliwi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Wto Sty 12, 2016 7:27 pm

Już widziała, że z Khalidem będzie miała dobre stosunki. Mimo, że był mniejszy od swojej siostry, mimo, że był słabszy fizycznie, Vavoice miała wrażenie, że witalnie jest silniejszy nie tylko od niej, ale też nawet od Imlanna.
Jego lot był wspaniały. Ciemne, połyskujące błoniaste i  nieproporcjonalne skrzydełka młodego pisklaka płonęły własnym własnym, niczym niepochamowanym blaskiem prosto od słońca, prosto od najwyższych gwiazd, pełne siły, nieporadności, ale też odwagi i łaknienia wiedzy.
No cóż... Jego lądowanie nie było idealne, ale to był jego pierwszy lot, a itak dla Vavoice zrobił to idealnie. Po prostu... Jego błędnik nie dogadał się z nogami, przez co pisklak przewrócił się. Vavoice chwyciła go za pisklęcią fałdę na karku, po czym położyła go do gniazda, usypiając go kołysanką.
Kiedy słońce już dawno zajdzie
I skończą się stare baśnie
Mam nadzieję, że sen cię znajdzie
I przy księżycu nic złego nie spotka ciebie...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Khalid
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Wto Sty 12, 2016 8:06 pm

Wpierw wyrywal sie matce.Przeciez mial swoj wlasny, pisklecy plan poznawania swiata. Nikt nie mogl go zatrzymywac. Drapal i gryzl, ale szybko zrozumial, ze do niczego to nie prowadzi. Byl sporo mniejszy od smoczycy i jego zeby byly jak zwykle igielki, majace nikle szanse na przebicie twardego pancerza. Warkanal przeciagle niezadowolony ze stanu rzeczy. Wiercil sie i krecil, zupelnie jak wtedy gdy byl tylko jajkiem. Znajdowal sie w stalowym uscisku Vavoice. Mogl co najwyzej ponarzekac pod nosem. Po raz ostatni klapnal szczeka w nieudanej probie zlapania brzeczacego owada, ktory napatoczyl sie zupelnym przypadkiem. Zirytowany zwinal sie w klebek. Postanowil przeczekac. Moze smoczyca straci nim zainteresowanie i to da mu okazje do ucieczki. Jak to kazde dziecko - wydawalo mu sie, ze wie lepiej co jest dla niego odpowiednie. Teraz chcial tylko leciec, wzbyc sie wyzej niz chmury, pozwolic porwac sie wiatrom. Nic wiecej. Laknal wiedzy, chcial wszystko poznac, najlepiej teraz.
Koncem ogona poruszal w rytm kolysanki. Nawet nie zauwazyl, ze zrobilo mu sie cieplo, serce zwolnilo biegu a powieki opadly. Ksiezyc, czym jest ksiezyc skoro tak ladnie brzmi? Chcial zapytac, ale zapadl w spokojny sen. Snil o czyms nieznanym, o swiecie, ktory go wzywal. Oferowal niezliczone bogactwa doznan. Bohaterskich uczynkach i wielkich przyjazniach. Ale co on mogl wiedziec o tym snie? Byl zaledwie pisklakiem, ktory nawet nie oddalil sie od miejsca wyklucia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Imlann
Ardmagar
Ardmagar
avatar

Liczba postów : 249
Join date : 27/12/2015

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Wto Sty 12, 2016 10:39 pm

// Nie będę was blokować, jutro mam sporo nauki. Smile

Zapewne powinien większą uwagę poświęcić córce, ich pierworodnej, która wyleciała za tą skałę, ale niestety, nie urodziła się w odpowiednim dla jej humorzastej matki momencie. Ta, oczywiście, znowu mając jakiś dziwaczny rodzaj depresji, postanowiła nie zwracać na to uwagi, bardziej przejmując się martwym, zbyt słabym jajem, które przecież i tak zostałoby zniszczone przez Imlanna, skoro było tym słabszym ogniwem, najmłodszym, potomstwem, na które nie warto było przeznaczać mięsa, bo i tak nie stanowiłoby dobrej rekomendacji ich rodziców, a jedynie zabrałby niezbędne do przeżycia pożywienie swojemu rodzeństwu. Zawsze niszczył najsłabsze jaja i zawsze okazywało się to najlepszym rozwiązaniem.
I najwyraźniej niezbyt przejmowała się odlotem córki, która przecież była nie do końca wylizana, niedoświadczona, niezbyt duża... Mogła zostać pożarta, mogła umrzeć z zimna, mógł ją porwać, albo, co gorsza, pożreć smok z innego Ardu, mogli ją wychować w sposób, który potem mógłby sprawić, że będzie działać przeciwko swoim rodzicom... Chociaż Vavoice zapewne nie miałaby nic przeciwko temu.
Pozwolił sobie obserwować przez chwilę syna, wiedząc, że ten także jest dla niego ważny, ale najwyraźniej będzie synusiem mamusi, dla której był chyba jedynym ważnym pisklęciem, więc raczej nie wiele mu groziło, chyba, że zadusi go swoim przytulaniem. Doprawdy, Imlann tracił wiarę w nią i jej macierzyński instynkt, całkiem niedawno jeszcze tak bardzo w nią zapatrzony i nią zafascynowany.
Imlann wstał i podszedł do pisklęcia, zatrzymując się tuż przed maleńkim jak mrówka w jego odczuciu stworzonkiem.
- Od dziś zwać się będziesz Khalid - rzekł tylko. - Noś to imię z godnością i nie pozwól, by mnie kiedykolwiek zawiodło - odwrócił głowę do Vavoice. - Poszukam mojej córki, jak widzę, ty masz tylko jedno pisklę.
Tymi słowy odwrócił się, rozkładając w tym samym momencie skrzydła, po czym umięśnionymi łapami odbił się od ziemi, by odlecieć w przestworza.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://qashar.forumpolish.com
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Sro Sty 13, 2016 8:05 am

//Dzięki Iml Razz //
Nie chciała, żeby to tak wyszło. Może faktycznie jej bądź, co bądź niedoświadczony jeszcze instynkt macierzyński stwierdził, że lepiej poświęcić (być może) istnienie jednego pisklécia, tak aby to samiec, istota, która, jak wywnioskowała Vavoice, miała lepszy start w życie niż knąbrna i nie posłuszna córka?
Z drugiej jednak strony, było jej serce. Wiedziała, że Eskar już ich nienawidzi, nie że względu na wychowanie. Na pewno nienawidzi jej, co do Imlanna nie była pewna. Bała się, że Wydra zrobi jej coś we śnie, albo, co gorsza, zabije Khalida. O nie, była zdecydowanie zbyt samodzielna. Bała się zostawić syna samego z Imlannem, kiedy ona poleciałaby szukać swojej pierworodnej. Miała wrażenie, że ojciec gardzi swoim synem, tylko dlatego, że nie urodził się pierwszy... I nie jest aż tak podobny do ojca.
Wzięła się w garść, mimo, że jej serce przepełniała (już) tęsknota do Imlanna, i odparła złe emocje. Obudziła swojego syna.
Khalidzie, możesz wylecieć na cały dzień z gniazda, ale przed następnym zachodem słońca masz tu wrócić. To... Sprawdzian.
Vavoice bardzo potrzebowała być sama. Odleciała.
Z/t


Ostatnio zmieniony przez Vavoice dnia Sro Sty 13, 2016 5:58 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Khalid
Pisklak
Pisklak
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 09/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Sro Sty 13, 2016 5:31 pm

Khalid patrzyl zafascynowany na swego ojca. Zdazyl juz sie wybudzic z spokojnego, acz krotkiego snu. Czarny smok wydawal sie ogromny w porownaniu z pisklakiem. Mlody chcial kiedys byc godzien Ardmagara. Kiwnal tylko glowa na slowa don skierowane. Mial zamiar dopelnic niemej obietnicy, tak zeby Imlann byl z niego dumny. Patrzyl jak odlatuje, jak wzbija sie w niebo pomimo swej wielkosci, zupelniej kaby byla to marna fraszka. Pierwszy raz widzial dorosla bestie, ktora robila to czego on tak bardzo pragnal. Tylko brakowalo w tym wszystkim emocji. Jak mozna pozostawac obojetnym jezeli mowa o powietrzu? Wysluchal slow matki.
- Naprawde?! - Skoczyl rozradowany.
  Mial zamiar wykorzystac podarowany dzien najlepiej jak sie tylko dalo. Dostal swoja pierwsza szanse. Chcial zrozumiec kim jest i przede wszystkim poznac granice Ardu swego ojca.
  Podszedl do krawedzi skalnej polki. Patrzyl przed siebie w blizej nie okreslony punkt. Przed nim rozciagaly sie nieprzyjazne gory, pelne ostrych skal. Nawet nie chcial myslec co by sie stalo jakby spadl. I wlasnie wtedy nabral niecheci do przebywania na ziemi. Nie byl szczurem ladowym! Stojac niebezpiecznie blisko krawedzi, spojrzal w dol. Wysoko, nawet bardzo wysoko. Mlody smok na krotka chwile utracil pewnasc siebie. Jednak chcial tego, chcial nade wszystko co bylo mozliwe. Naturalna potrzeba istoty posiadajacej skrzydla jest lot. Nic innego. Odganiajac od siebie zle przeczucia - skoczyl. Najpierw zwyczajnie spadal. Wedle powiedzenia, ze spadajac tez mozna nauczyc sie latac. Rozkoszowal sie szybkim pedem powietrza. Nagle gwaltownie rozpostarl skrzydla. Zakrecil lagodnie i odlecial w nieznane. Cieszyl go kazdy podmuch wiatru, kazdy cieply promien slonca, smagajacy czarne luski. Byl szczesliwy. Nie obejrzal sie za siebie, w przyszlosci tez tego nie bedzie robil. Musial gnac do przodu, nawet jezeli inni zostawali w tyle. Mogl sie zatrzymac, poczekac, ale nie zawroci. Juz nie moze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vavoice
Znachor
Znachor
avatar

Liczba postów : 156
Join date : 03/01/2016

PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   Wto Sty 19, 2016 8:53 am

Leciała nie niczym ptak, jak zazwyczaj, ale wolniej, tak że przypominała wielki okręt na błękitnej toni nieba. Jej skrzydła pracowały rytmicznie, niczym wielkie, łuskowate wiosła. Szukała miejsca, w którym zniosła jaja. Dawno nie widziała Khalida, co bardzo ją zdenerwowało. Co, jeśli coś mu się stało?
Wątpliwości wzrosły, kiedy matka, co prawda spóźniona, ale w stawiła się w umówionym miejscu, a malca nie było. Wydała z siebie nawołujący, głośny ryk, wprost że środka ogromnej, smoczej gardzieli. Może maluch też się spóźniona, albo przyleciał wcześniej i chowa się między drzewami? Vavoice wiedziała, że przy swoim wzroście nie spenetruje zarożli i traw tak dokładnie, jak Czarny. Pozostało jej tylko czekać, poprawiając gniazdo.
*edit, bł brak odpisu*
Pomyślała, że pisklę może być gdzieś indziej. Odleciała.
Z/t
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Wyspa skalna   

Powrót do góry Go down
 
Wyspa skalna
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Qashar :: Terytorium Ardu Zalam :: Północne Szczyty :: Niskie Góry-
Skocz do: